1. Vagabunda


    Data: 04.07.2020, Kategorie: funfiction, lara croft, tomb raider, przygoda, Autor: starski

    ... się gdzie podziała się Lara. Wtedy trzepnęło. Szmata, której użyłem jako lontu, okazała się trochę za krótka. Mężczyźni podskoczyli i w sekundę zerwali się na nogi. Pedrosa zaklął głośno po hiszpańsku i rzucił się ku wyjściu, za nim wielki Ukrainiec i szwajcarski Cygan. Wyszedłem na końcu. Od razu było widać gdzie się paliło. Czarny dym walił kłębami z przybudówki.
    
    - Co tam kurwa jest? – krzyczał Meksykanin. Nie doczekał się żadnej odpowiedzi, a ja nie miałem zamiaru tracić czasu na śledzenie akcji. Tylko gdzie była Lara? Żałowałem, że nie zapoznałem jej z planem. Nie było czasu do stracenia. Zeskoczyłem z drewnianej sieni i pobiegłem. Jeśli ktoś zauważyłby moją ucieczkę, udawałbym, że to po prostu ze strachu. Odwróciłem się za siebie dopiero, gdy byłem już dostatecznie daleko. Ulżyło mi, bo razem z trzema biegającymi wokół płonącej teraz ostro rudery, dostrzegłem też jej jasną koszulkę.
    
    Wskoczyłem do wozu i przekręciłem kluczyk. Rover kaszlnął i obudził się ze snu. Przygazowałem kilkakrotnie, żeby przepalić śmieci. Nie było już czasu na dyskrecję. Wbiłem wsteczny i wytoczyłem dżipa na zewnątrz. Silnik chodził jak złoto. Potrąciłem jeden ze wsporników wiaty, powodując jej jednostronne zawalenie. Wrzuciłem jedynkę i SUV szarpnął do przodu. Podskoczyłem na siedzeniu, o mało nie odbijając się głową od sufitu.
    
    Na widok pędzącej na nich maszyny zgłupieli. Osłupieli, wpatrując się w szoferkę, element zaskoczenia był po mojej stronie. Włączyłem reflektory. Rozpierzchli się ...
    ... na boki. Wielki Ukrainiec potknął się i upadł. Widziałem jak Lara wymierza prawy sierpowy w szczękę Pedrosy. Skręciłem ostro, nie miałem zamiaru nikogo przejeżdżać. Zatoczyłem prawie pełne koło, drzwi pasażera otworzyły się nagle i o mało nie walnąłem ze strachu w ścianę.
    
    - Można się zabrać? - Wskoczyła zręcznie, jakby ćwiczyła ten manewr niejednokrotnie. Plecak wrzuciła pod nogi. Nie odpowiedziałem, zbyt zajęty omijaniem skołowaciałego Ukraińca. Range Rover wybił się na ukrytej w zaroślach dziurze, ale wylądował całkiem szczęśliwie na tym, co zakładałem, miało być naszą drogą. Odkręciłem kołami, odzyskując kontrolę i wbiłem się w las. Miałem zupełnie gdzieś, czy ktoś za nami krzyczał czy strzelał. Zasuwałem ostro, kosząc zderzakiem trawę leśnej drogi.
    
    - Możesz już zwolnić – krzyknęła po paru minutach – Nikt nas nie goni.
    
    - Co?
    
    - Nie mogą nas gonić. Zwolnij, bo nas zabijesz.
    
    - Racja – Spuściłem z gazu.
    
    - Niezła akcja – powiedziała z uznaniem. Poczułem się dumny. - Może jedynie trochę nieprzemyślana. - Popatrzyłem na nią, trochę urażony.
    
    - Dlaczego?
    
    - Do najbliższej osady ludzkiej dzieli nas ze sto kilometrów, do tego, gdy już tam dojedziemy, Pedrosa i reszta, dolecą śmigłowcem przed nami, albo zorganizują nam powitanie przez telefon.
    
    - Nie polecą – Byłem dumny i może trochę rozczarowany, że miała o mnie tak niskie mniemanie. - Poprzecinałem kilka kabelków w helikopterze. - Jednak pokiwała z uznaniem.
    
    - Nie było czasu, uwierz mi – powiedziałem – ...
«12...262728...77»