-
Vagabunda
Data: 04.07.2020, Kategorie: funfiction, lara croft, tomb raider, przygoda, Autor: starski
... musieliśmy się z stamtąd wynosić. - Ja też wolę działać niż czekać – Uśmiechnęła się.- Doceniam to. Jak widzisz, nie zmarnowałam okazji. - Kiwnąłem głową. - Proponuję przejechać jeszcze kilka kilometrów i zatrzymać się na nocleg – powiedziała beztrosko. - Myślisz, że to bezpieczne? - Znacznie bardziej, niż przedzieranie się nocą przez dżunglę. Nie będą nas gonić na piechotę i po ciemku. Uciekliśmy. Dobra robota. Cokolwiek zyskaliśmy w ten sposób. Czułem się niespokojny, parkując dżipa na środku drogi. Chciałem chociaż zjechać w zarośla, ale Lara przekonała mnie, że nie będzie to wcale bezpieczniejsze. Pogodziłem się z tym wreszcie. Siedzenia rozkładały się, ale to ze strony kierowcy tylko do pewnego stopnia, nie mogłem więc liczyć na wygodę. Za to ona, wyciągnęła się na całą długość, opierając buty niemalże na przedniej szybie. Zasnęła w pięć minut. Ja miałem z tym problem. Za każdym razem, gdy już zapadałem w sen, coś było nie tak. Kompletnie nie nadające się do spania siedzenie, lekki upał, palące w butach stopy, których po całym dniu, nie miałem odwagi uwolnić oraz sama dżungla, tętniąca przeróżnymi dźwiękami. Gdy przymykałem wreszcie oko, coś spadło na maskę rovera, gałązka albo owad i tyle było ze spania. Resztę nocy przeleżałem w półśnie, gapiąc się w wilgotne plamy tapicerki, albo w nieruchome gałęzie i liście. Patrzyłem też na nią, śpiącą z rozchylonymi udami i ramionami zarzuconymi na zagłówek. W nikłym blasku nocy, jej ciało lśniło, a ...
... muskuły pod gładką skórą poruszały się, podrygiwały, przypominając, że nie jest woskową figurą z gabinetu Madame Tussauds. Lara mogła pochwalić się również całą gamą odgłosów; jęków, mruknięć i burczeń, których dobrze wychowana dama, zapewne wolałaby unikać w towarzystwie. Musiałem przysnąć nad ranem, bo gdy nagle otworzyłem oczy, w samochodzie byłem sam. Podniosłem się, ale nie dostrzegłem jej nigdzie. Do tego, wokół, unosiła się lekka mgła. Coś, ostrą strugą lało się gdzieś na zewnątrz. Zanim do mojej zaspanej głowy dotarło co to, dźwięk urwał się, a ona wyrosła tuż przed maską samochodu. - Dzień dobry – powiedziała z uśmiechem, podciągając szorty. Pomachałem dłonią. Też musiałem wyjść za potrzebą. Powietrze było niespodziewanie orzeźwiające. Staliśmy na szczycie skąpanej we mgle, zielonej wyspy. Po prawej ręce, gdzie dżungla zabliźniała wykarczowaną dolinkę, niebo różowiało delikatnie. Rosa zmoczyła mi czubki butów. Gdy wróciłem, Lara przeciągała się, również wpatrzona we wschodzące słońce, a może uprawiała jogę..? - Nie mamy żadnej mapy – powiedziała, wypuszczając trzymaną do tej pory stopę.- Mój GPS padł. Nie posiadamy też telefonu satelitarnego. - Poczułem się trochę winny. Może rzeczywiście moja akcja nie była zaplanowana najlepiej. Pomyślałem o ucieczce, nie zastanowiłem się co potem. - Całe szczęście nie ma tu wielkiego wyboru – kontynuowała zmieniając nogę – Jest tylko ta droga. Na zachód. Musimy dojechać do Porto Castro. Stamtąd nie będzie mi trudno ...