-
Vagabunda
Data: 04.07.2020, Kategorie: funfiction, lara croft, tomb raider, przygoda, Autor: starski
... skontaktować się z pewnym znajomym z Bogoty. - Pochyliła się i złapała za kostki. Tkwiła w tej pozycji, a ja udawałem, że nie gapię się na jej pośladki. Wreszcie wyprostowała się, a potem wygięła plecy w drugą stronę, do punktu, w którym mój kręgosłup uległby nieodwracalnemu uszkodzeniu. Otworzyłem schowek i wyjąłem odnalezione już wcześniej papiery. - Mamy mapę, jeśli wiesz gdzie jesteśmy – Rozłożyłem ją na masce. Jesteśmy gdzieś tutaj – Wskazała szary, nieoznaczony obszar. - Cywilizacja jest tu – przesunęła palcem w kierunku północnego zachodu – Tu też będą się nas spodziewać. - Zamilkła, przygryzając paznokieć – Możemy pojechać tędy, o ile droga nie zarosła, albo nie zamieniła się w bagno. - Ty zdecyduj, mi to nie wiele mówi – Mapa była wydrukiem satelitarnego zdjęcia, bez jakichkolwiek oznaczeń. - Bez telefonu, przynajmniej do Puerto Castro, jesteśmy zdani na własne siły. - Znów analizowała coś w ciszy, nie mogłem być w niczym pomocny. Czułem lekką irytację. Zastanawiałem się, czy ona zupełnie nie uświadamia sobie, że pochylając się tak, w tym wyświechtanym podkoszulku, bez stanika, więcej pokazuje niż ukrywa. Czy naprawdę nie miało to dla niej znaczenia? Może uznawała mnie za zupełnie niegroźnego pod tym względem przyjaciela, albo za pajaca z drewna. Jeśli tak, myliła się bardzo, chociaż, o ironio, w niektórych miejscach rzeczywiście stawałem się twardy. Rozbawiony tą myślą odszedłem na bok. Nie sądziłem, że bliskość kobiety może być dla mnie aż tak ...
... problematyczna. - Jedziemy? - zaproponowałem, przeszukując kieszenie. Nic w nich nie miałem, musiałem po prostu ułożyć to i owo. - Czy mamy wodę? - zapytała beztrosko. - Nie. Nie udało mi się zwędzić wody. - Teraz napijemy się z tych liści, potem będziemy skazani na pragnienie. - Nie chce mi się pić – powiedziałem, bo tak rzeczywiście było. - Trzeba pić – odparła, podchodząc do rośliny, której pień porośnięty bluszczem, wypuszczał długie wąskie liście. Złamała jeden z nich w połowie i przechylając to co zostało do ust, spiła sączącą się od pnia kroplę. Powtórzyła tę operację kilkakrotnie. Poszedłem w jej ślady. Woda o lekko trawiastym posmaku była zaskakująco świeża. Gdy wsiedliśmy do samochodu, nad oceanem mgły, pojawiło się blade słońce. Wyglądało jak sadzone jajko. Uświadomiłem sobie, że byłem głodny. Do tego, dokuczało mi poczucie winy. Ona, nie podejrzewając najwidoczniej kosmatych myśli z mojej strony, zachowywała się swobodnie. Już dawno zorientowałem się, że nie była osobą pruderyjną, a czas, który spędziliśmy ze sobą i sytuacja w jakiej znaleźliśmy się w tej chwili, uwydatniły u niej brak tej cechy. Czułem się coraz bardziej jak zdrajca, patrząc ukradkiem w jej podskakujący pod koszulką biust, gdy jechaliśmy wykarczowaną przez wieśniaków, przemytników lub handlarzy nielegalnie pozyskiwanym drewnem drogą. Czułem się przestępcą, tak jak i oni, ci nieznani mi ludzie. Rozbawiła mnie ta myśl. Ja prowadziłem, ona opowiadała to i owo. Mówiła mi o Kolumbii, ...