-
Vagabunda
Data: 04.07.2020, Kategorie: funfiction, lara croft, tomb raider, przygoda, Autor: starski
... o problemach z narcos, o tym, że minie niejedno pokolenie, zanim ten kraj zacznie wreszcie wykorzystywać surowce naturalne inne niż kokaina. Zatrzymaliśmy się żeby dolać paliwa i rozprostować kości. Zmieniła mnie za kierownicą. Wreszcie droga zaczynała zasługiwać na to miano. Poczułem senność i odpłynąłem. Bardziej się ocknąłem niż obudziłem. Widok zmienił się kompletnie, jak byśmy, podczas gdy spałem, wjechali w inny wymiar. Zniknęła dżungla. Sunęliśmy grzbietem nad jakąś dolinką. Kompletnie zakryte chmurami niebo miało kolor ołowiu. Wiał wiatr, na moje oko nie wiele brakowało do deszczu. - Zmiana? - zaproponowałem. Przytaknęła. Zatrzymaliśmy się na bardzo krótki postój. Na horyzoncie błysnęło. - Tak trzymaj – powiedziała, wskazując palcem przed siebie, po czym skuliła się na fotelu i po chwili już spała. Droga nadal nie była asfaltowa, ale w porównaniu do leśnych traktów, uznać ją można było za autostradę. Na szybę spadły pierwsze krople, chociaż burza zdawała się przechodzić gdzieś dalej, po naszej prawej. Po chwili zaczęło padać. Okazało się, że wycieraczki są słabym punktem naszego pojazdu. Nie była to ulewa, ale i tak musiałem zwolnić z braku widoczności. Lara rozciągnęła się we śnie. Jedna z wielkich piersi wysunęła się prawie całkowicie na zewnątrz. Zaczepiony o materiał sutek był ostatnim obrońcą moralności. Zerkałem, walcząc z nim wzrokiem. Duża, ciemna aureola wysunęła się już dalej niż za połowę, jakby chciała żebym na nią patrzył, no i ...
... patrzyłem. Jeszcze jeden mały wstrząs i zwycięstwo będzie kompletne. Zerkałem nachalniej, zbliżając się do mniej równego pobocza. Wiedziałem, że to tylko kwestia czasu. Jeden mały sutek, choćby nie wiem jak dzielny, skazany był na porażkę. Samochód podskoczył i dokonało się. Cycek wysunął się w całej swej chwale. Przywitałem go dumnym uśmiechem triumfatora i wtedy coś huknęło w podwozie. Nie wiedziałem co, ani gdzie, ani jak. Cycek, wraz z całą Larą podskoczył pod sufit. Kierownica wykręcając mi ramiona, wyrwała się z dłoni. Uderzyłem głową w szybę, gdy rzuciło nas na prawo. Samochód przechylił się, ale po chwili opadł na koła i znieruchomiał. Popatrzyliśmy na siebie przerażeni. - Nic ci nie jest? - Nie... Chyba zasnąłem za kierownicą – skłamałem prędko – Przepraszam! - Silnik nie zgasł, dobry znak – powiedziała po chwili milczenia. - Rzućmy okiem. Opona się nie przebiła, koło było całe, jedyny problem polegał na tym, że leżało kilka metrów za nami. Decyzję pomogło nam podjąć samo niebo. Błysnęło, zagrzmiało i lunęło wreszcie jak należy. - Przeczekamy w środku – zdecydowaliśmy jednogłośnie, jak w romantycznej komedii. Chociaż wtedy, zapewne żadne z nas nie pomyślało o tym w ten sposób. W samochodzie, przy pomocy beznadziejnej według mnie mapy, zgadywaliśmy gdzie możemy się mniej więcej znajdować. - W najlepszym przypadku ze dwadzieścia kilometrów – mówiła Lara. - W najgorszym? - W najgorszym, pojechaliśmy tędy i jesteśmy za bardzo na północ od Puerto ...