-
Vagabunda
Data: 04.07.2020, Kategorie: funfiction, lara croft, tomb raider, przygoda, Autor: starski
... tych niedogodności. Podziwiałem jej pogodę ducha i w jakiś sposób dodawała mi ona otuchy. - Spójrz – Wskazała palcem. Popatrzyłem. Wyglądało to na jakiś budynek, może farmę. Pole wokół nie było bynajmniej zagospodarowane. - Myślisz, że są tam ludzie? - Starałem się nie zabrzmieć zbyt ponuro. Nie mam pojęcia, ale warto sprawdzić. - Nie odpowiedziałem nic. Zszedłem z drogi i ruszyłem jej śladem przez łąkę. Tego pola nie uprawiano chyba od stu lat. Nie znałem się na tym, ale takie odniosłem wrażenie. Dom z daleka wyglądający na zaniedbany. Z bliska okazał się w jeszcze gorszym stanie. Dach przylegającej do niego stodoły, zapadł się pośrodku. Na zewnątrz rdzewiała jakaś niezidentyfikowana maszyna rolnicza. Minęliśmy otwarty garaż, w którym tkwił pikap Toyoty. Podszedłem do samochodu. Wyglądał na sprawny. Lara machnęła na mnie ręką. Ruszyliśmy dalej. Okna części mieszkalnej były tak brudne, że wzoru firanek można się było tylko domyślić. Obeszliśmy obiekt od zacienionej strony i wyszliśmy na niewielkie, skąpane w słońcu podwórko. Zatrzymaliśmy się, niemal wpadając na siebie. Na odkrytej, sypiącej się werandzie, na bujanym krześle, siedział człowiek w słomianym kapeluszu. Do kompletu brakowało mu tylko strzelby na kolanach. Myślę, że zaopatrzyłby się w nią, gdyby w jakiś sposób potrafił przewidzieć niespodziewanych gości. Patrzył na nas spod postrzępionego ronda, a jego zmarszczona twarz, w większości pokryta siwą szczeciną, nie wyglądała przyjemnie. Nie byłem pewien ...
... czy śpi, czy nie żyje i jest dawno zasuszoną mumią. Dopiero gdy opalone dłonie poruszyły się na wyblakłych dżinsach, zrozumiałem, że to rzeczywiście człowiek, a nie strach na wróble. - Buenosdias – odezwała się Lara. Mężczyzna nie odpowiedział, ale rzucił na nią okiem. Przywitałem się również. Odpowiedział mi ledwie zauważalnym ruchem głowy. Wyglądał na starca, ale mógł być jedynie zaniedbany. - Czy ma pan telefon? - Lara wypowiedziała każde słowo głośno i wyraźnie, przykładając pięść do ucha. Nie było nawet śladowej reakcji z jego strony. Gdyby nie kosmata pierś, unosząca się w dekolcie żółtej, flanelowej koszuli, z powodzeniem mógłby ujść za nieboszczyka. - Ciągniesz tę muchache do Calamar? - odezwał się niespodzianie. - Weźmiesz za nią parę groszy – Pochylił się i nie byłem pewien czy to zaskrzypiał on, czy słomiane krzesło. - A na jesień – Patrzył na Larę i powiedziałbym, że się uśmiechał - za pieniądze, które zarobi, kupisz sobie traktor. - Nie odezwaliśmy się ani słowem. Mężczyzna odgiął się z powrotem na oparcie z chrzęstem i bujnął fotelem. - Może sprzeda nam pan tego starego pikapa – zagadnęła Lara. - Albo pożyczy. Kilkanaście kilometrów stąd, przy drodze, zostawiliśmy Range Rovera, jeśli pan chce, może go sobie odholować – dodała – Urwało nam się koło na kamieniu. - Jej głos jakby zupełnie do niego nie docierał. - Nie jesteście stąd – zauważył, przestając się kiwać. - Nie, ja jestem Brazylijczykiem, a ta pani Angielką – Pomyślałem, dopiero, gdy już ...