1. Vagabunda


    Data: 04.07.2020, Kategorie: funfiction, lara croft, tomb raider, przygoda, Autor: starski

    ... wrażenie, że raczej niż uciekać, zamierza mnie udziobać. Obszedłem samochód i spróbowałem od jej strony. Musiałem je najpierw otworzyć kluczem. Kura oburzyła się jeszcze bardziej, uniosła się na łapach i załopotała skrzydłami. Machnąłem drzwiami, żeby nastraszyć ją skuteczniej. Podziałało. Skoczyła na kierownicę, a potem przez wybitą szybę na zewnątrz. Siedzenie i mniej więcej wszystko dookoła było kompletnie zafajdane. Rozejrzałem się po garażu za czymś przydatnym. Dopiero na pace znalazłem kawałek tłustej szmaty. Przetarłem jako tako siedzenia i deskę rozdzielczą.
    
    Wreszcie przekręciłem kluczyk w stacyjce. Akumulator działał, silnik zaskoczył. Paliwa było niewiele. Wyszedłem i rozejrzałem się za kanistrami. Nie znalazłem nic. Wreszcie wbiłem jedynkę i wytoczyłem pikapa na zewnątrz. Zatoczyłem kółko na podwórku na próbę i wykręciłem przed werandę.
    
    Lara, wlewała wodę w usta z plastikowej butelki, po czym płukała je i pluła strugą w piach przed siebie. Zatrzymałem się tuż obok i opuściłem okienko.
    
    - Wszystko w porządku – zameldowałem, - ale musimy zatankować.
    
    - Załatwione – odpowiedziała, lejąc to co zostało w butelce, na piersi. - Za szopą jest dystrybutor, a my możemy zatankować do pełna.
    
    - Oj tak, aż jej się uleje! - Zarechotał dziad, czochrając łepetynę słomianym kapeluszem. Ona plunęła raz jeszcze i nie oglądając się za siebie, wskoczyła na siedzenie obok.
    
    Toyota nie była demonem prędkości, ale silnik pracował równo. Jechaliśmy na zachód. Wciąż, ...
    ... wyjeżdżając na otwarte przestrzenie, wydawało mi się, że zostawiliśmy dżunglę za sobą, ale ta ciągle zaskakiwała nas, wracając. Wreszcie droga poszerzyła się i przetarła. Co raz częściej zdarzało nam się mijać inne pojazdy. Dzień był ciepły, a klimatyzacja nie istniała.
    
    Było już po południu, gdy wjechaliśmy nagle do jakiejś miejscowości.
    
    Albo przegapiliśmy tablicę z nazwą, albo po prostu jej nie było. Znaleźliśmy się na placyku, który był niczym innym jak tylko rozszerzeniem głównej drogi. Prymitywne domki z materiałów nie koniecznie przeznaczonych do budowy, przycupnięte to tu to tam wzdłuż drogi i placu, wyglądały na opuszczone. Zaraz przekonaliśmy się, że tak wcale nie było. Ciekawskie dzieciaki opuściły cień żeby przyjrzeć się przyjezdnym. Zaraz pojawili się i inni mieszkańcy, ale patrzyli na nas raczej podejrzliwie. Wysiedliśmy z samochodu i ruszyliśmy w kierunku tkwiącej na środku placyku pompy. Woda, cieniutką strużką sączyła się na ziemię, zasilając szeroką, ciemną plamę. Jakaś staruszka z plastikowym baniakiem zbliżyła się i zatrzymała przy kranie. Poczekaliśmy aż napełni pięciolitrowy kanister. Robiła wszystko powoli i uważnie, przyglądając się nam przy tym ukradkiem. Długa czarna sukienka lśniła w słońcu, kontrastując z siwizną jej włosów. Powiedziała coś do nas, ale nie zrozumiałem ani słowa z jej dialektu.
    
    - Szukamy telefonu – Zagadnęła Lara – Czy jest gdzieś tutaj telefon? - Staruszka popatrzyła na nią, prostując się nad baniakiem.
    
    - Satelitar? – Kiwnęła ...
«12...333435...77»