-
Vagabunda
Data: 04.07.2020, Kategorie: funfiction, lara croft, tomb raider, przygoda, Autor: starski
... głową. - U mnie. - To cudownie, czy możemy z niego skorzystać? - Claro – odpowiedziała i zakręciła kurek, a potem kanister, oczywiście powoli i uważnie. - Ale pokój płatny z góry. - Popatrzyliśmy po sobie. Nie potrzebowaliśmy pokoju i z tego co wiedziałem, żadne z nas nie miało pieniędzy. - Nie możemy zapłacić, nasz bagaż zaginął, droga pani – Powiedziała Lara, wzruszając ramionami. Starowinka przyglądała jej się przez chwilę, po czym szarpnęła baniak i unosząc go niespodziewanie łatwo, kiwnęła głową. - Zgoda – powiedziała. - Pan kazał pomagać bliźniemu. - Może zaczniemy od tego, że w takim razie, ja pomogę pani – Skoczyłem i złapałem za ciężar. Oddawała go raczej niechętnie. Wreszcie ustąpiła. Napiliśmy się i ruszyliśmy w boczną uliczkę, o ile można tak było nazwać przestrzeń między barakami i chatami. - Jak tylko uda mi się zadzwonić, przyjadą po mnie przyjaciele i przywiozą ze sobą pieniądze. - zapewniała Lara. Staruszki jakby wcale nie interesowały jej słowa. Uśmiechała się, machając pomarszczoną dłonią. Wąską, zaśmieconą dróżką, wzdłuż której płynęły ścieki, obeszliśmy mur, będący także tylną ścianą dla kilku budynków. Niektóre jego odcinki pomalowano inaczej niż pozostałe. Poszczególne fragmenty łączył czasem parkan z blachy, a czasem pozbijane do kupy deski. Znów wyszliśmy na słońce. Ten budynek był wyższy niż pozostałe. Wyglądało na to, że bywał okazyjnie, stacją benzynową. Jedna podrdzewiała pompa paliwowa, bez żadnego zadaszenia, tkwiła na ...
... środku piaszczystego zakola. Weszliśmy po trzech stopniach, drzwiami od frontu. W dużych, oszklonych oknach wisiały sięgające podłogi. ciemne story, odsłonięte gdzieniegdzie na tyle, żeby trochę światła mogło wlać się do środka, przełamać mrok i stworzyć nastrój o krok od ponurego. Chociaż budynek był murowany, ściany działowe oraz schody były drewniane. W środku panowała całkiem znośna temperatura. Przy wejściu znajdował się krótki, skromny blat, na którym, na białych, koronkowych serwetkach stali przeróżni święci. Z kąta, smutnymi pustymi oczami przyglądała nam się Najświętsza Panna z dłońmi związanymi różańcem. Wyglądała jak niewolnica. - Pokoje są na górze – powiedziała babuleńka, a dostrzegając moje zainteresowanie rzeźbą, skinęła ochoczo - To Madonna z Gwadelupy. Proszę, proszę dotknąć. Buena suerte! Jakoś nie miałem odwagi, nie byłem też pewien, której części Madonny powinienem dotknąć, a której unikać. Udałem tylko, że muskam jej dłonie. Wdrapaliśmy się szerokimi schodami w ślad za babcią. Na piętrze panował mrok. Było też trochę cieplej. Szliśmy prawie po omacku. Wreszcie babuleńka zatrzymała się i zachrobotała kluczem w zamku. Pchnęła drzwi i weszliśmy do całkiem sporego pomieszczenia. Trzy okna na jednej ścianie i kolejne na drugiej, wszystkie zasłonięte brunatnymi zasłonami. Staruszka odsłoniła je mało energicznymi ruchami. - Łóżka są dwa, ale można zsunąć – Zawiesiła na mnie wzrok, jakby odczytując z mej głowy nie wiadomo jaki sekret. wąskie usta ...