-
Vagabunda
Data: 04.07.2020, Kategorie: funfiction, lara croft, tomb raider, przygoda, Autor: starski
... wygięły się w słabiutkim uśmiechu. - Jedyne o co proszę – Złożyła dłonie zupełnie podobnie do rzeźby z holu – Nie za głośno. - Nie będziemy – uspokoiła ją z uśmiechem Lara. - Nie chcę, żeby odgłosy waszej młodości wystawiały tę starą głowę na grzeszne myśli. - Przeżegnała się i pocałowała własny paznokieć. - Chłopak już nie może się doczekać – Zaniosła się niespodziewanym śmiechem, a ja nie wiedziałem, czy najpierw powinienem zaprzeczyć, zaprotestować, czy opieprzyć za podobne insynuacje. - Niech się pani nie martwi – Larę wyraźnie to bawiło – Postaramy się być jak najciszej. Uśmiechnąłem się głupio, gdy wreszcie zostaliśmy sami. Lara rzuciła plecaczek na jedno z łóżek i wyjrzała przez okno na plac z dystrybutorem. - Rozejrzyj się, ja idę zadzwonić – oznajmiła i wyszła. Ja zwiedziłem pokój. Była w nim maleńka łazienka z czymś w rodzaju umywalki zrobionej z poobijanej miednicy. Wielka, zawieszona pod sufitem beczka po oleju, pełniła funkcję natrysku. Bezpośrednio pod nią, było coś, co mogło być ubikacją. Wątpiłem w istnienie systemu kanalizacji i domyślałem się, że wszystko kończyło w rynsztoku, który mieliśmy okazję widzieć i czuć wzdłuż uliczki wcześniej. Niewielkie, wąskie okno z krzyżową kratą pośrodku, nawet się nie otwierało. Pomyślałem, że bezpieczniej byłoby zaparkować pikap na widoku, ale klucze zabrała Lara. Byłem głodny. Miałem nadzieję, że jej przyjaciele się pospieszą. Po około półgodzinie drzwi otworzyły się i weszła. przyciągnęła ze sobą ...
... duży, szary worek. Uśmiechnęła się, po czym usiadła na łóżku i rozchyliła wór. - Mam co nieco – powiedziała i wyciągnęła ze środka kiść bananów. Oderwała i rzuciła mi parę. Nigdy w życiu nie jadłem nic smaczniejszego. - W miasteczku jest misja, mają coś w rodzaju punktu handlowego. Można kupić to i owo. - Konserwy – Pokazała mi puszkę bez etykiety. - Limonki, banany, to chyba jest chleb - Powąchała zawiniątko. - Suszone figi i sardynki, może nie najlepiej pasują do fig, ale znajdziemy zastosowanie i dla nich. - Wydobyte skarby układała wokół na podłodze. - Sprzedałaś pikap? - Tak. Nie będzie nam już potrzebny. - To znaczy, że dodzwoniłaś się do przyjaciół. - I rum! - Uniosła butlę jako główną zdobycz. - Tak, dodzwoniłam się – Wstała i odkręciła zakrętkę z trzaskiem. - Możemy spodziewać się transportu nad ranem. - Rozejrzała się i sięgnęła po wypatrzone na kredensiku kubki. - Może warto by je przepłukać... - W łazience jest woda – wskazałem palcem – szkoda marnować rumu. - Naprawdę? - Tak, mamy też prysznic z beczki. - Luksusy! - Tylko trzeba ją napełnić. - Napełniamy! Zajęło nam to z godzinę. Babuleńka użyczyła swoich zbiorników i tak, drałowaliśmy od pompy do beczki, w te i z powrotem. Prawdę mówiąc, miałem dość już w połowie, ale uparliśmy się. Kursowaliśmy, ku uciesze miejscowych dzieciaków, którzy nalewali nam wodę, potem odprowadzali biegiem do samych drzwi, gdzie surowe spojrzenie starowinki blokowało ich skutecznie przed progiem, a ...