1. Vagabunda


    Data: 04.07.2020, Kategorie: funfiction, lara croft, tomb raider, przygoda, Autor: starski

    ... otworzyli tylne drzwi po naszej stronie. Czarny pomógł wysiąść jakiemuś siwemu dziadkowi w hawajskiej koszuli i bermudach. Wiatr dmuchnął w jego przydługą czuprynę, odniosłem wrażenie, że przypadkowość była stałym elementem tej ekstrawaganckiej fryzury. Dziadek miał może metr pięćdziesiąt. Łypnął bystrymi oczkami na Larę i wyciągnął do niej dłonie. Nie mogła zrobić tego samego z powodu kajdanek. To wyraźnie oburzyło starego. Pedrosa był tak samo szybki w zakładaniu co w zdejmowaniu obrączek, uwinął się z tym w cztery sekundy. Dziadzio mógł wreszcie pocałować jej ręce. Miał twarz, szczęśliwie, na wysokości jej piersi. Nie mogłem dosłyszeć co do siebie mówili, bo stałem kilka kroków z tyłu, podtrzymywany łaskawie przez Rogeiro. Rozmawiali przez ponad minutę, potem stary zaprosił ją do samochodu, goryle pomogli wsiąść obojgu, drzwi się zatrzasnęły i pojechali. My zostaliśmy na płycie jeszcze przez dwadzieścia minut, potem podjechała ciężarówka. Ja, żeby się nie wywrócić, musiałem w międzyczasie usiąść na asfalcie. Poprosiłem o wodę, ale jej nie dostałem.
    
    Napiłem się dopiero w celi. Tak, w celi. Z lotniska, które najwyraźniej oddalone było od jakiegokolwiek miasta, jechaliśmy drogą prostą i prawie płaską. Takie przynajmniej odniosłem wrażenie. Siedziałem w przedniej części paki, za daleko od plandeki, by móc rzucić okiem na zewnątrz. Moim największym zmartwieniem był ból głowy i pragnienie. Ta podróż trwała długo. Znacznie za długo dla mnie, ale i inni zaczynali narzekać. ...
    ... Australijczyk jako pierwszy, potem przyłączył się dzieciak z Caracas.
    
    Siedzący naprzeciw mnie Rogeiro, starał się zagajać na różne tematy, naprawdę nie miałem ochoty na pogawędki, a on zdawał się nie gadać z pozostałymi. Zajechaliśmy wreszcie na miejsce. Ukrainiec odsłonił tył, zeskoczył i położył burtę. Wszyscy chętnie wyskoczyli.
    
    - Chłopcze – zagadnął znów Rogerio – Muszę założyć ci to – w dłoniach trzymał brązowy szmatę.
    
    - A co to?
    
    - Worek. Musisz założyć go na głowę. Uwierz mi, to konieczne, dla twojego bezpieczeństwa. - Uwierzyłem. Prawdę mówiąc miałem to wszystko gdzieś.
    
    W worku nie widziałem nic, śmierdziało za to tytoniem. Rogeiro pomógł mi zsiąść z ciężarówki. Pod stopami poczułem drobny żwir. Przeprowadzono mnie, kręcąc i klucząc, potem po schodkach, potem znów przez kamyczki, wreszcie skrzypnęły drzwi i powiało chłodem. Ktoś przekręcił przełącznik i worek pojaśniał. Schodziliśmy stromymi schodami. Rogeiro trzymał mnie, a sam chyba trzymał się poręczy. Było coraz zimniej. Chyba zostaliśmy sami, bo odezwał się, zniżając głos.
    
    - Nie przejmuj się. Pomogę ci uciec. - Trochę zaskoczony ale i zaciekawiony, czekałem dalszego ciągu. - Sprawy uległy zmianie – kontynuował- Nie będę ci teraz tłumaczył, ale nie wszyscy wywiązali się z umów. - Milczałem nadal. - Nie będę wchodził w szczegóły – powtórzył – Ale nie pozwolę się tak... Nie pozwolę na ignorowanie pewnych zasad.
    
    - Rozumiem – powiedziałem, żeby trochę go ośmielić. Zdawał się spięty i podenerwowany. ...
«12...444546...77»