1. Vagabunda


    Data: 04.07.2020, Kategorie: funfiction, lara croft, tomb raider, przygoda, Autor: starski

    ... zupełnie instynktownie.
    
    Słyszałem jednostajne mruczenie jakiegoś urządzenia, być może generatora lub transformatora, do tego brzęczenie żarówek i odgłos własnych kroków. Szedłem wzdłuż ściany, gotowy zawrócić i uciec w każdej chwili. Za zakrętem w lewo, korytarz stawał się szerszy, a w głębi dostrzegłem duże metalowe drzwi z tablicą ostrzegającą przed porażeniem prądem. Podszedłem do nich i pociągnąłem za klamkę. Były zamknięte. Teraz oprócz mruczenia, słyszałem wyraźnie lejącą się wodę. Minąłem zamknięte drzwi i poszedłem dalej. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, tunel otworzył się w szeroką salę, a raczej jaskinię, która, owszem, zagospodarowana, uzbrojona w elektryczność i metalowe konstrukcje, zachowała jednak swoją pierwotną naturę. Sklepienie nikło w ciemnościach, z sufitu, na długich kablach, zwisały duże żarówki z okrągłymi osłonami. Po prawej stronie stała piętrowa konstrukcja, zrobiona z postawionych jeden na drugim kontenerów.
    
    Do drzwi na górze prowadziły metalowe schody. W szczytowym kontenerze były oszklone okna, wewnątrz panował mrok. Na środku sali – jaskini, mieniło się malutkie jeziorko. Wszędzie dookoła porozstawiane były skrzynie z malowanego na ciemno-zielono drewna.
    
    Podszedłem do brzegu i spojrzałem w toń. Od stawu odbijały się mleczne żarówki i nie sposób było przebić się wzrokiem choćby na centymetr w jego głąb. Gdzieś na skalnych ścianach szemrała woda, czasem spadła jakaś głośna kropla.
    
    Wspiąłem się po schodach i spróbowałem drzwi. ...
    ... Zamknięte. Już miałem zamiar zejść, gdy dostrzegłem niewielką drabinkę, której z dołu nie sposób było zauważyć. Wspiąłem się i wyszedłem na zawieszony pod sufitem metalowy chodnik. Był nieoświetlony, bo żarówki znajdowały się poniżej. Zastanawiałem się czy iść nim, czy raczej zejść i poszukać innej drogi. Doszły mnie niewyraźne, bo zniekształcone przez echo głosy. Wystraszony, przykucnąłem instynktownie. Byłem pewien, że zauważono moją ucieczkę. Rozważałem czy nie zejść i poddać się, gdy głosy stały się wyraźniejsze. Rozpoznałem opryskliwy ton Pedrosy. Towarzyszył mu Australijczyk i Ukrainiec. Przykucnąłem przy jednym z wąskich wsporników, modląc się, żeby żaden z nich nie zadarł głowy, do tego miałem nadzieję, że tak jak ja poprzednio, nie dostrzegą ukrytych ponad światłem kratownic. Wyszli z korytarza we trzech. Ukrainiec niósł, przerzuconą przez ramię Larę. Zdawał się zupełnie ignorować jej ciężar. Wyglądała na nieprzytomną.
    
    Pedrosa miał w ręku brązowy chlebak, a Australijczyk, jakiś zwinięty tobołek. Meksykanin wskazał miejsce obok jednej z wielkich skrzyni, tuż przy podrdzewiałym taśmociągu. Dingo rzucił w to miejsce brunatne zawiniątko, które okazało się dużym worem. Rozrzucił go niestarannie butem. Ukrainiec ułożył na nim, bezwładną jak lalkę Larę.
    
    - A teraz spieprzać – rzucił Meksykanin.
    
    Australijczyk miał jakąś uwagę, ale zachował ją dla siebie, jakby odstraszył go widok spoconej łysiny Pedrosy. Ruszył za poprawiającym spadające z tyłka spodnie Olbrzymem. ...
«12...464748...77»