-
Vagabunda
Data: 04.07.2020, Kategorie: funfiction, lara croft, tomb raider, przygoda, Autor: starski
... dżungli. - Co takiego? - Szukałem w jej spojrzeniu choćby cienia poprzedniego nastroju. - Może powinniśmy pójść na pewien kompromis – szepnęła łagodnie. Zorientowałem się, że rozmawia ze mną w ten sposób, żeby dać do zrozumienia pozostałym, że pyta mnie o coś posłusznie. Zastanawiałem się o co w tym wszystkim chodzi. - O czym mowa? - zapytałem głośno, jak na samca alfa przystało. - Wódz i szaman naradzili się – Przepaska trzeszczała przy każdym jej ruchu, - i postanowili pójść na pewne ustępstwa – mówiła, zerkając kątem oka na przyglądających się nam mężczyzn. - Proponują pewien bardzo korzystny dla ciebie układ. Układ, z którego raczej trudno byłoby ci się wycofać. - Jaki znów układ? - Oferują ci córki wodza i ich żony. - Uśmiechnęła się, bo najwyraźniej rozbawił ją mój wyraz twarzy. - Na zawsze?! Wiedzą chyba, że nie mamy zamiaru tu zostać. – Patrzyła na mnie, wciąż uśmiechnięta. - Mam je zabrać ze sobą?! - Oczywiście że nie. To raczej jednorazowa oferta. - Chyba oczekiwała, że resztę zrozumiem już sam. - Do ciebie należy decyzja kiedy spełnisz te cztery damy. - Co?! - Oferują ci własne kobiety. - Mam je..? - Popatrzyłem na nie, stłoczone na jednej macie. - Tak. - Wszystkie na raz? - Tego nie wiem, myślę, że nie byłoby to problemem, ale jak wolisz. - Zdało mi się, że dostrzegłem w jej spojrzeniu tyciusieńką iskierkę zazdrości. Znikła zaraz, ale w piersi poczułem dziwnie przyjemne uczucie. - I nie wypada odmówić? - Bardzo im ...
... na tym zależy. - Odwróciła wzrok. - Skąd ta szczodrość? - Bo, jakby to powiedzieć; napalili się już do granic wytrzymałości. - Podniecają się, jak ktoś spółkuje z ich kobietami? - Prawdę mówiąc nie sądzę. - Lara zgarnęła rozpuszczone włosy do tyłu, wystawiając zielony biustonosz na ciężką próbę. Nie zdołałem ominąć go wzrokiem. Cała ta gadka działała na mnie pobudzająco - Postanowili złożyć ci tę ofertę z ciężkim sercem. - No i po co? - Znów, korzystając z okazji, że odwróciła wzrok, rzuciłem okiem na przelewające się przez krawędzie cuda. - Mogło się obejść – sapnąłem. - Bo dopóki ty nie obsłużysz tych czterech piękności, oni będą się czuć upoważnieni do korzystania z wymiany. - A co wymieniamy? – palnąłem, ale zamilkłem. Raz, bo przyłapała mnie na gapieniu się, a dwa, bo wszystko dotarło wreszcie do mojego zabełtanego umysłu. Nie wiedziałem co powiedzieć, ani tym bardziej, co robić. - I co teraz? - Zrzuciłem tę odpowiedzialność na nią. - Jak już mówiłam – Uśmiechnęła się po swojemu, połową ust. - To oferta, z której ciężko byłoby się wykręcić, nie obrażając nikogo. - Dlaczego sam nie przeleci swoich córek – odważyłem się rzucić odważne spojrzenie na wodza. Obaj pretendenci wsłuchiwali się z zaciętymi gębami. - Zanim przyszedłeś, zrobił to dwa razy, żeby mi zaimponować - odpowiedziała. Poprawiając skazany na zagładę roślinny top. - Ale ja... – zacząłem, a wódz podszedł i łapiąc ją za łokieć, odciągnął na środek szałasu. Chyba uznał sprawę za ...