-
Wakacje nad morzem
Data: 27.09.2020, Kategorie: wakacje, Autor: Magdalena_M
... siebie nie pasujemy. Więcej na dzieli, niż łączy. Dopiero, mając prawie trzydzieści lat, poznałam smak prawdziwej miłości. Była to miłość zupełnie inna, dojrzała. Czułam, że na kogoś takiego, jak Mirek, czekałam całe życie. Do tej pory nie mogę pogodzić się z jego przedwczesną śmiercią. Nigdy nikogo, tak mocno, nie kochałam. - To strasznie smutne. Niestety, nie pamiętam wujka Mirka - stwierdziłam. - Kiedy zmarł, miałaś pięć lat - odparła ciocia. Wieczorem, Marek poprosił, abym włożyła na siebie coś eleganckiego. Oznajmił, że zabiera mnie na kolację do "wypasionej" restauracji. Byłam tak podekscytowana, że nie byłam w stanie na niczym się skupić. Lokal okazał się być, rzeczywiście, elegancki, o przyjemnej nazwie "Lazurowe wybrzeże". Wnętrze przytulne, przypominające wyspę, z mnóstwem palm. Marek zarezerwował dla nas stolik na tarasie. Widok zachodzącego słońca zapierał dech w piersi. Niebo pokryte smugami w odcieniach żółci, pomarańczowego, czerwieni i różu, nakładającymi się na siebie i zanurzającymi w niebieskich odmętach spienionych fal. Byłam bardzo podekscytowana. Zamówiliśmy do jedzenia owoce morza, a do picia czerwone, wytrawne wino. Potrawy były pyszne, a wino wprawiło nas w błogi san. Marek zjadł, odłożył sztućce na talerz i spojrzał na mnie. - Zaprosiłem cię tu dzisiaj, ponieważ muszę z tobą poważnie porozmawiać - powiedział. - Tak? - Długo zastanawiałem się nad naszym związkiem... - I... do jakiego wniosku doszedłeś? - ...
... zapytałam. Czułam, że za chwilę serce mi wyskoczy i zacznie żyć, własnym życiem. Wiedziałam, że za chwilę spyta - czy chcę być jego żoną? Pragnęłam mieć to już za sobą i powiedzieć sto razy tak. Marek spojrzał mi głęboko w oczy i powiedział: - Doszedłem do wniosku, że nie ma sensu dłużej tego ciągnąć. - Co? - odparłam zdziwiona. Czułam, że zaraz zemdleję. - My nie pasujemy do siebie - powiedział. - To dlaczego przyjechałeś ze mną tutaj?! - Uznałem, że należy ci się ode mnie pożegnalny wyjazd. - Co? Łaskę mi robisz? Pocałuj mnie w dupę! - krzyknęłam i jednocześnie wylałam mu na białą koszulę lampkę czerwonego wina. - Ty wariatko! Nie rób scen! - krzyczał. Nie miałam ochoty dłużej słuchać tego, co do mnie mówił. Uciekłam czym prędzej i stojąc pod restauracją rozpłakałam się. Szłam powoli przed siebie, łkając. W odbiciu witryny sklepowej zauważyłam, że rozmazał mi się tusz do rzęs. Mocno umalowałam sobie oczy, żeby ładnie wyglądać dla tego idioty. Zacieki spływały mi aż na brodę. - Boże... jak ja fatalnie wyglądam. Kiedy uświadomiłam sobie ten fakt, rozbeczałam się jeszcze bardziej. Postanowiłam pójść na plażę i zastanowić się nad tym co się stało. Zanim doszłam na miejsce, zapadł zmierzch. Zdjęłam szpilki, które również założyłam specjalnie dla Marka i moje bose stopy, zapadły się w piasek. Szłam zrozpaczona w kierunku brzegu morza. - Chyba pójdę się utopi... aaaaaaa. W tym momencie potknęłam się o coś i upadłam, jak długa. - Ałłaaaa, jak łazisz?! Głupia ...