-
Ballada o komorniku
Data: 06.11.2020, Kategorie: patologia, proste bez większej fabuły, Autor: Man in black
... się musiała sama pobawić. – Zrób to... – Uf... – sapnęła ciepłym cichym głosem. – Jeszcze z nikim nie rozmawiałam, trzymając palec w środku... – Włożyłaś go? – Oczywiście skarbie, choć z całej siły wmawiam sobie, że to twój kutas... ach... – jęknęła cichutko – chcesz posłuchać? W słuchawce coś zatrzeszczało, kiedy skierowała telefon między nogi. Nagle usłyszał znajome mlaskanie. Sandra bawiła się wargami, poruszała palcem, żeby słyszał, jak jej kobiecość cmoka rozkosznie, zachęcająco. Poczuł potężną erekcję. Teraz, to on się rozłączył. Normalnie nigdy by się na to nie zdobył, ale nie był sobą. Pożądanie wgniotło go w fotel, zmąciło umysł i wysuszyło gardło. Zrobił zdjęcie penisa i wysłał jej. Po chwili zadzwonił. – Jest cudowny – skomentowała od razu – wiesz, że go uwielbiam. – Chciałbym, żebyś trzymała go teraz w buzi. Kotku, pieścisz się jeszcze? – Owszem – znowu ściszyła głos – moje palce są takie niegrzeczne... – Uwielbiam cię – zaczął się masturbować. – Misiu, moja kumpela mówi, że masz ładnego ptaka... – Słucham? Jest tam ktoś z tobą? – No, kumpela. Pokazałam jej zdjęcie i się oblizała. – Żartujesz? – Skąd, tak naprawdę, to są jej palce, wiesz... w mojej cipce... – Sandra – wydyszał podniecony. – Zresztą – sapnęła cichutko. – Sama ci powie. Znowu w słuchawce rozległy się trzaski i nagle usłyszał głos obcej kobiety. Był bardziej basowy i zachrypnięty, być może od nadmiaru papierosów albo wódki. – No cześć ...
... kogucie. – Cześć – patrzył, jak żołądź mu pulsuje szaleńczo. – Dawno nie widziałam takiego dorodnego chuja – kobieta była bezpośrednia i wulgarna, co rozpaliło go jeszcze mocniej. – Cieszę się, że ci się podoba – oddech stawał się płytki. Miał trudności z mówieniem. – Chciałam ci podziękować za to, co zrobiłeś dla Sandry. Znowu połączenie zostało rozłączone. Był zdezorientowany, ale zanim zrobił cokolwiek, dostał kolejnego ememesa. Kiedy otworzył zdjęcie, zobaczył waginę z lekkim rudym meszkiem. To nie było zdjęcie Sandry. Krew mu się zagotowała. Nagle zadzwonił telefon. – Skarbie – odezwała się Sandra. – Co ty tam jeszcze robisz? – Chcesz, żebym przyjechał? – w gardle poczuł suchość, jakby ktoś wsypał mu tam piasku. – Misiek, nie rżnij głupa, tylko przyjeżdżaj... czekają tu na ciebie dwie mokre cipki. Taki mały bonus dla mojego bohatera. Rozłączył się i wezwał taksówkę. Miał wrażenie, że upłynęło co najmniej czterdzieści minut, zanim pojawił się kierowca. W rzeczywistości czekał zaledwie kwadrans. Minęli centrum, podczas gdy nerwowo tupał stopą o podłogę. Chciał być już na miejscu. Kiedy w końcu się zatrzymali, podał kierowcy banknot, rzucając pośpiesznie, że reszty nie potrzebuje. Zamknął za sobą drzwi i pobiegł na piętro. Zapukał, ale nikt nie otworzył, więc nacisnął klamkę. Drzwi ustąpiły. Wszedł i zamknął je przezornie na klucz, który był w zamku. Ruszył do dużego pokoju, skąd sączyła się delikatna łuna światła, z dużej lampy nocnej. Sandra i jej ...