-
Ballada o komorniku
Data: 06.11.2020, Kategorie: patologia, proste bez większej fabuły, Autor: Man in black
... nowej rodzinie, nie zachowywała się nagannie. Przełom przyszedł niespodziewanie. Grzegorz był w biurze, kiedy odebrał telefon. Dzwoniła jakaś kobieta ze sklepu w śródmieściu. Złapała Luizę na kradzieży i jedyne co udało jej się od niej wyciągnąć, to numer, na który zadzwoniła. Mężczyzna podziękował sprzedawczyni serdecznie i obiecał zjawić się za pół godziny. Prosił również, żeby nie wzywała policji, pokryje wszystkie straty. Wyszedł z biura, informując sekretarkę, że dziś już nie wróci. Popędził samochodem pod wskazany adres. – Jest pan nareszcie, ta dziewczyna jest źle wychowana. Wyobraża pan sobie, że jeszcze próbowała mi się stawiać? – Bardzo mi przykro, ile jestem pani winien? – Sto pięćdziesiąt – patrzyła, jak sięga do portfela – i jeszcze stówkę, za to, że nie zadzwoniłam na policję. – Proszę – dał jej żądaną kwotę. – Gdzie ona jest? – Tam – wskazała zamknięty pokój. Mężczyzna wszedł do środka. Luiza siedziała na parapecie, żuła nerwowo gumę i kiedy tylko wszedł, zeskoczyła na podłogę, wbijając wzrok w posadzkę. Bez słowa podszedł, złapał dziewczynę za rękę i wyciągnął ze sklepu. Mijając sklepową, jeszcze raz jej podziękował i przeprosił. Jeszcze nigdy nie czuł takiego wstydu. Niemal wepchnął ją do samochodu siłą. Ruszył z piskiem opon. – Co ty wyprawiasz? – warknął. – Nic. – Przecież dopiero wyszłaś z poprawczaka, co ty masz we łbie? Siano? – Weź się – skrzywiła się. – Nie jesteś moim ojcem. – Nie jestem, ale mieszkasz teraz pod ...
... moim dachem i odpowiadam za ciebie. Przynajmniej w jakimś stopniu. – Weź, się nie podniecaj, dobra? Udało mu się wyjechać z centrum. Ruch był dość duży, a jemu skoczyło ciśnienie. Kątem oka zerkał na dziewczynę. Włosy miała niedbale związane z tyłu głowy, krótka spódniczka odsłaniała kolorowy tatuaż na lewym udzie. Zauważył róże i jakąś wstążkę. Na ramieniu miała wytatuowane ciernie. Gołym okiem było widać, że ta szesnastolatka nie jest grzeczną dziewczyną, ale tego się nie spodziewał. Przecież nie brakowało im pieniędzy. – Zobaczymy, co powie twoja matka – wyprzedził dwa samochody i w ostatnim momencie udało mu się skręcić w prawo, do zjazdu na osiedle domków jednorodzinnych. – Weź, nie gadaj, stara się wkurwi. – Jak ty się odzywasz? – zwolnił na przejściu dla pieszych. – Normalnie, bo co? – kierowca miał wrażenie, że staruszka nigdy nie pokona pasów. Ruszył trochę za ostro. – Nie przeklinaj i nie nazywaj Sandry starą. – To moja matka, mogę ją nazywać jak mi się podoba i gówno ci do tego. Dotarli na miejsce. Wjechał na podjazd, zatrzymując się z piskiem. Wyskoczył z samochodu, otwarł drzwi i wyszarpał ją siłą. W kilku szybkich krokach już byli przy drzwiach frontowych. Otworzył je i pchnął dziewczynę do środka. Poszła do kuchni, wyjęła z lodówki karton soku pomarańczowego i napiła się bezpośrednio z niego. – Nie szturchaj mnie. Nie jestem twoim popychadłem. – Ostrzegła chłodnym tonem. – Posłuchaj – wygrzebał papierosa i zapalił. – Albo się ...