-
Ballada o komorniku
Data: 06.11.2020, Kategorie: patologia, proste bez większej fabuły, Autor: Man in black
... ogarniesz i dostosujesz, albo tam są drzwi, możesz stąd spieprzać, jak ci nie pasuje. Nie będziesz mi robiła wstydu. – Weź, kuźwa nie świruj, dobra? – najzwyczajniej w świecie podeszła do niego, wyjęła mu papierosa z ust i zaciągnęła się nim. – Do matki też tak sapiesz? Już miała takiego jednego furiata. Nagle uszło z niego powietrze. Spojrzał na nią, zrozumiał, że nic nie wskóra i postanowił dać sobie spokój. Machnął na nią ręką. Postanowił poczekać. Jeśli jeszcze raz zrobi coś głupiego, będzie musiał pogadać z Sandrą. Odwrócił się plecami i wyszedł. Zatrzymał się jeszcze w drzwiach. – Daję ci ostatnią szansę, jeszcze jeden taki numer i osobiście wypierdolę cię za drzwi. Rozumiesz? – Osobiście mnie wypierdolisz, rozumiem – na jej ustach błąkał się uśmiech. Zaczerwienił się. – Nie to miałem na myśli – zaczął się tłumaczyć. – Rany, weź, wyluzuj, co? Przecież wiem. Żartuję. – No tak... a, jak będziesz potrzebować pieniędzy, przyjdź do mnie. Nie kradnij. Nie brakuje nam kasy. – Wyszedł. – Zrobić ci kawy? – krzyknęła za nim. – Zrób. Poszedł do sypialni. Usiadł na łóżku i zamyślił się. Ta dziewczyna nie powinna się była tak zachować. Nie powinna kraść. Przecież jeśli ktoś się zorientuje, że mieszka razem z nim, będzie wstyd jak cholera. Poza tym przypominała mu Sandrę. Była jej znacznie młodszą wersją. Ten dziewczęcy urok. Oczywiście była chuda, koścista, ale wiedział, że wyrośnie z niej ładna dziewczyna. Co jest kolego? Czyżby ci się spodobała? ...
... Ta gówniara? Znowu się zaczerwienił sam przed sobą. Jasna cholera. Nagle do sypialni weszła Luiza. Postawiła ostrożnie filiżankę na małym stoliczku. Usiadła obok. Nie miała już tak bojowej miny. Zaciągnęła się papierosem. Rany, jeszcze go paliła? Wzrok dziewczyny stracił swoją wcześniejszą nieustępliwość. Sprawiała wrażenie nieco skruszonej. – Przyniosłam ci kawę. – Dzięki – burknął. – Posłuchaj, źle zaczęliśmy. Wiem o tym, ale chciałabym to naprawić. – Matka będzie z tobą rozmawiała, ja mam dość. – Nie chcę gadać z matką, tylko z tobą. – Po cholerę ze mną? Przecież nie jestem twoim ojcem. – Owszem nie jesteś i całe szczęście, bo to straszny skurwiel. Chwilę milczeli. W tym czasie nastolatka przysunęła się do niego. – Mówiłeś, że za mnie odpowiadasz... – No i? – Mówiłeś, że jeśli będę potrzebowała kasy, to mam się do ciebie zgłosić. – Owszem. – A jeśli będę potrzebowała czegoś innego, też mogę przyjść? – Możesz jaśniej? – Co byś powiedział, gdybym przyszła do ciebie – niespodziewanie usiadła na nim okrakiem – i powiedziała, że potrzebuję twojego fiuta? Że mam mokro i myślę tylko o tym, żebyś mnie przeleciał? – Zwariowałaś? – próbował się podnieść, ale stawiła opór. – Nie wierzysz? Na co ci to wygląda? – podsunęła mu wilgotny palec pod nos. – Czujesz? Tak pachnie moja cipka. Jako mój opiekun, powinieneś się nią zająć. – wcisnęła mu palec do ust. Zanim się zorientował, odpinała suwak w spodniach i po chwili jego sztywny ...