-
Ballada o komorniku
Data: 06.11.2020, Kategorie: patologia, proste bez większej fabuły, Autor: Man in black
... sapnęła i złapała penis. Zmieniła pozycję, choć była ledwie żywa. Nogi trzęsły się jej jak galareta. Wzięła go w usta. Luiza nie była dziewicą, ale pierwszy raz wzięła do ust penis, który wcześniej znajdował się w jej wnętrzu. Poczuła swój smak. Oblizała soki, czując rosnące pożądanie. Zaczęła lizać członek jak opętana. Niechcący go ugryzła. Jęknął. Przeprosiła nieporadnie i wzięła znowu do ust. Wepchnęła prącie tak głęboko, że zaczęła się dusić. Postanowiła nie odpuszczać i przytrzymała go głęboko w gardle. Kiedy cofnęła głowę, dyszała i charczała jak szalona. – Spuść się wreszcie bydlaku – zdawało się, że nie mówi do Grzegorza, tylko do jego penisa. Zacisnęła na nim palce i zaczęła poruszać ręką. Coraz szybciej i, szybciej. Przed oczami mu zawirowało. Rozkoszne mrówki spłynęły do podbrzusza, przemknęły po worku mosznowym i pomknęły wprost do żołędzi. Nie pamiętał, żeby kiedykolwiek wystrzelił z taką siłą. Nasienie uderzyło ją w twarz, rozpryskując się. Dziewczyna otwarła usta i wystawiła język, ale zanim jej się udało, miała na twarzy mnóstwo nasienia. Na koniec wsunęła główkę do buzi i ssała, dopóki nie przestała z niego wypływać sperma. Po chwili oboje leżeli na łóżku. Kompletnie bez sił. * Luiza odwiedziła w starej kamienicy swoich dawnych znajomych. Właśnie od nich się dowiedziała, że jej prawdziwy ojciec wyszedł z więzienia. Podobno, gdy dowiedział się, że jego żona i córka mieszkają z nowym gachem, wpadł w szał. Powiedział: Ja tym kurwom wybiję z ...
... głowy jakiegoś komornika. Dziewczyna wiedziała, że ojciec nie żartuje. Wróciła do domu z marsową miną. Nie chciała się stąd wyprowadzać. Podobało jej się tutaj. Niczego nie brakowało, Grzegorz sypnął czasem groszem... W domu nie było matki i Grzegorza. Pojechali do miasta na jakąś imprezę. Kiedy weszła do środka, było cicho, jakby nikogo nie było. Postanowiła sprawdzić pokój Pawła. W ostatniej chwili coś ją tchnęło. Zatrzymała się pod drzwiami i spojrzała przez dziurkę od klucza. Niemal parsknęła śmiechem, kiedy zobaczyła, jak bawi się pończochą jej matki. Zakładał ją sobie na członek, wąchał i mełł w dłoniach. Postanowiła wejść do środka. – Co jest zboczku? – wparowała błyskawicznie. Chłopak drgnął, zdążył naciągnąć na przyrodzenie prześcieradło. – Co tu robisz? – był czerwony, ale nie tak jak przed Sandrą. – Lepiej powiedz, co ty, tu robisz? – Nic... – Taaaa... jasne. Nic. Przecież widzę zboczuchu. Lubisz wąchać pończochy mojej matki? – Przestań. – Nie wolałbyś powąchać majtek? Na przykład moich? – Nie mów tak – twarz piekła go coraz bardziej. – Jesteś jeszcze prawiczkiem? – usiadła na krawędzi łóżka. – Nie twój interes. Jestem starszy od ciebie, jakbyś nie wiedziała. – Wiem, ale ja nie jestem dziewicą, a ty chyba jeszcze nie widziałeś cipki, co? No gadaj – szturchnęła go. – Nie chcę o tym rozmawiać. – Powiedz prawdę, to może... – spojrzała na niego. – Może ci pokażę swoją, hę? – Poważnie? – Słowo honoru – uniosła dwa palce. – ...