-
Ballada o komorniku
Data: 06.11.2020, Kategorie: patologia, proste bez większej fabuły, Autor: Man in black
... i czuł, że najwyższy czas na kolację. Zerknął na zegarek. Dokładnie, pomyślał, jeszcze piętnaście minut i czas znikać. Wtedy usłyszał, że ktoś wszedł do biura. Spojrzał ponad laptopem. Po chwili w drzwiach gabinetu zjawiła się Sandra. – Puk, puk – uśmiechnęła się. Wyglądała, jakby właśnie wyszła od fryzjera. Miała misternie ułożoną fryzurę, ale nie omieszkała założyć kolejnej sukienki z poliestru. Tym razem była brązowa w czarne cętki. Miała gołe, opalone nogi i buty na obcasie. – Witam panie Grzegorzu. – Witam – poczuł się zmieszany. – Coś się stało? – Nie, skąd – weszła do pokoju. – Właśnie nic się nie stało. Zupełnie nic. – Czerwone, wymalowane szminką usta wykrzywiły się w uśmiechu. – Rozumiem, że wstrzymał pan egzekucję? – Zgadza się. Zajęła miejsce naprzeciwko biurka. Założyła nogę na nogę i wyjęła z torebki papierosa. Spojrzała pytająco. W zasadzie w biurze nie palił, ale i tak nikogo już nie było, więc machnął ręką, dając przyzwolenie gościowi. Sandra zapaliła, gęsta chmura popłynęła w powietrzu, prosto w smugę czerwonego światła wpadającego przez okno. Kobieta rozejrzała się. – Ładnie się pan tu urządził – skomplementowała. – Podoba mi się pański gust. – Dziękuję. – Nie odrywał od niej oczu. Po co tutaj przyszła? – Cóż mi się pan tak przygląda, co? Podobam się panu? – Nie, to znaczy – poprawił się szybko. – Nie o to chodzi. Zastanawiam się, czemu zawdzięczam pani wizytę. Dostała pani trzy miesiące. Nie mogę nic więcej zrobić. – Zrobił ...
... pan już wystarczająco – zapewniła gorąco. – Przyszłam, ponieważ... sama nie wiem. Obudziłam się dzisiaj rano i zaczęłam wspominać pańską ostatnią wizytę u mnie w mieszkaniu. – Tak? – Panu też zdarza się wspominać tamten... – chwilę szukała właściwego słowa – incydent? Zaczerwienił się. – Być może... – Być może... – powtórzyła jak echo – cóż. Ja dzisiaj właśnie wspominałam. Leżałam sobie, wspominałam i nagle zrobiło mi się tak cholernie przyjemnie. – Zaciągnęła się. – Pomyślałam sobie, Sandra skoro pan Grzegorz był taki uprzejmy i wstrzymał egzekucję, może należy mu się jakaś mała premia? – Co ma pani na myśli? Sandra wstała, zgasiła papieros w popielniczce, którą jej podał i podeszła do komornika. Mężczyzna odruchowo cofnął się ze swoim fotelem, a ona usiadła na blacie, rozchylając uda. Patrzyła mu prosto w oczy. Przesunęła ręką po nodze, aż ta zniknęła pod sukienką. – Jestem taka roztargniona, że nie założyłam majtek. A wracając do premii – wyjęła rękę i wysunęła w jego stronę palec. Był mokry. – Chciałam dać panu troszkę miodu – uśmiechnęła się. Nie przyznałby się do tego, ale już sam jej widok rozpalił go błyskawicznie. Ta kobieta działała na niego niesamowicie. Kiedy patrzył, jak dotyka swojej waginy, z lubieżnym wyrazem twarzy, zagotowała mu się krew. Nie był w stanie zapanować nad sobą. – Przychodzi pani do mnie do biura – wstał z fotela – i siada na moim biurku – złapał jej dłoń i podsunął do swoich ust. – Nie pozwalając mi pracować – zaczął ...