1. Ballada o komorniku


    Data: 06.11.2020, Kategorie: patologia, proste bez większej fabuły, Autor: Man in black

    ... samym centrum, więc wszystko mieli pod ręką. Restauracja Błękitny Orzeł, nie była szczególnie wykwintna, ot zwyczajna restauracja jakich wiele. Złożyli zamówienie, a zanim kelner przyniósł posiłek, zdążyli wypić po lampce koniaku.
    
    – Powiedz szczerze – zamilkła, kiedy znikąd pojawił się kelner i postawił przed nią talerz. – Wtedy u mnie w domu, podobało ci się?
    
    – Nie owijasz w bawełnę, co?
    
    – Chyba już na to za późno – uśmiechnęła się.
    
    – Owszem, podobało mi się.
    
    – Ale podobało ci się, czy coś więcej?
    
    – Smacznego – puścił do niej oko. Zjedli w milczeniu.
    
    Zapłacił rachunek i wyszli z restauracji prosto na ciepłe wieczorne powietrze. Niebo dyskretnie ciemniało, powodując, że cienie wydłużyły się. Wciąż wokół było mnóstwo ludzi. Jedni spacerowali bez celu, inni kończyli zakupy. Wracali tą samą drogą, którą przyszli. Wokół panował zwyczajowy gwar. Wreszcie zatrzymali się pod kamienicą, w której Grzegorz miał biuro. Kobieta rozejrzała się dookoła, sprawiając wrażenie zagniewanej. Domyślał się, że chodziło o przerwaną rozmowę w restauracji.
    
    – To ja już sobie pójdę – rzuciła od niechcenia.
    
    – Jak to? – nie zamierzał jej wypuszczać. Chciał ją zabrać na górę i znaleźć się jak najszybciej w niej.
    
    – No cóż, dostałeś swoją premię. Więcej nie chciałeś więc...
    
    – No proszę, teraz się dąsamy?
    
    – Ja się nie dąsam. – Poprawiła torebkę nerwowym ruchem.
    
    – Pytałaś, czy tylko mi się podobało, czy coś bardziej. Więc odpowiadam, podobało mi się znacznie bardziej ...
    ... niż bardzo.
    
    – Naprawdę? – twarz Sandry rozpromieniła się błyskawicznie.
    
    – Poważnie, zresztą chyba doskonale wiesz, że staje mi na sam twój widok.
    
    – Chodźmy na górę, mam mokro...
    
    Ruszyli na piętro. Ledwie zamknęli za sobą drzwi, złapał ją, gdy była odwrócona tyłem i przyciągnął do siebie. Chciał, żeby poczuła, jak bardzo jest twardy. Nerwowym pospiesznym ruchem podciągnął sukienkę, wyjął penis i wszedł w nią niezwłocznie. Spiesząc się, jakby gasił pożar i w pewnym sensie tak właśnie było, bo cały płonął wewnątrz. Kiedy się w niej zatopił, westchnął z ulgą i rozkoszą. Ciepłe wilgotne ciało kochanki było dokładnie takie, jak zapamiętał po pierwszym razie. Cudowne, zmysłowe i namiętne. Wziął ją od tyłu. Zanurzył się w jej słodkim uniwersum, wypełnił swoim twardym ciałem i złapał mocno za biodra. Ależ była mokra, musiała mieć cholerną chcicę, bo dało się słyszeć dźwięk, jakby ktoś chodził boso w kałuży.
    
    Wyszedł z niej niechętnie, ale kochanka błyskawicznie na niego wskoczyła. Trzymał jędrne pośladki, przycisnął kobietę do ściany i zaczął się w niej poruszać powoli. W tym czasie całowali się do utraty tchu. Kiedy wpychał jej w usta język, przypomniał sobie, jak wcześniej wciskał tam swój penis i pożądanie rozpaliło go jeszcze bardziej.
    
    Pozycja okazała się dla niego mało wygodna. Zaniósł Sandrę do swojego gabinetu, przez cały czas nie wyjmując penisa choćby na sekundę. Dotarli do biurka, na którym ją posadził. Szybko się na nim położyła i podciągnęła nogi mocno, ...
«12...8910...22»