-
Człowiek witruwiański (II)
Data: 10.01.2021, Kategorie: człowiek witruwiański, Autor: XXX_Lord
... panu. Prowadzi pan sprawę Mordercy z Kabat? - Tak - głos Konarskiego nie wyraża żadnych emocji - chciałbym się z panem spotkać, najchętniej teraz jeśli ma pan chwilę. Patrzę na Nadię, która jak zwykle czujnie obserwuje moje reakcje. - Nie bardzo wiem, jak mógłbym panu pomóc. - Proszę o kilkanaście minut. Dawid Wrotek z którym pan rozmawiał w sprawie zaginięcia pańskiej siostry przekazał mi akta. Nie łączymy jej bezpośrednio ze sprawą prowadzoną przeze mnie, ale badam każdy trop. Może dzięki naszej rozmowie pomożemy sobie wzajemnie. - Dobrze - zgadzam się bez namysłu - proszę przyjechać, jestem w mieszkaniu ojca. Podaję adres. - Będę za piętnaście minut. Dziękuję - głos Konarskiego milknie. Punktualnie po piętnastu minutach Konarski melduje się w mieszkaniu. Taty nie ma, ale jesteśmy we dwójkę z Nadią. - Zna pan angielski? - pytam - moja narzeczona jest Rumunką. Byłoby łatwiej nam rozmawiać, gdybyśmy porozumiewali się w języku zrozumiałym również dla niej. - Znam, proszę się nie martwić - Konarski uśmiecha się lekko pod nosem - gdzie możemy spokojnie pogadać? - Zapraszam do pokoju - wskazuję ręką drzwi - napije się pan czegoś? - Dzięki, szkoda czasu, przejdźmy do konkretów. Mam mnóstwo pracy. Przyglądam się glinie, który wchodzi do pokoju i wita się z Nadią. Jest barczystym blondynem. Klasyczny nordyk. - Czytałem akta, pańska siostra jest ornitologiem. - Tak - przyznaję - często jeździ w teren i wtedy przez długi czas nie ma z nią ...
... żadnego kontaktu. Nie bierze ze sobą telefonu, mówi, że to ją rozprasza. Konarski notuje coś na wydrukowanej kopii akt sprawy. - Gdzie byliście państwo w sobotę po południu, kiedy zaginiona zjawiła się w Warszawie? - Ja byłam tutaj, z ojcem Piotra - Nadia zerka na mnie odpowiadając na pytanie. - A ja najpierw spotkałem się z szefem Jackiem Sosnowskim, a później z kolegą z czasów z liceum Pawłem Długosiem. - Mogę prosić o numery telefonów do nich? - Jestem o cokolwiek podejrzany? - zaczynam się wkurzać. - Absolutnie nie - Konarski nie reaguje na moje zdenerwowanie - to standardowa procedura, sprawdzamy wszystkich, którzy wiedzą cokolwiek o zaginionej. Proszę się tym nie martwić. Czasem informacje, które wydają się być kompletnie bez znaczenia są kluczowe dla śledztwa. - No dobrze - zgadzam się niechętnie - podam panu numery do mojego szefa i kolegi. Wkurwia mnie ten glina. Nie wiem dlaczego, ale działa mi na nerwy. - Bardzo dziękuję - odpowiada Konarski z uśmiechem. Zadaje jeszcze kilka pytań i najwyraźniej usatysfakcjonowany wynikiem po kwadransie wychodzi. Popołudnie spędzam rozklejając ulotki ze zdjęciem Magdy po całym mieście. Mam dejavu - jakiś czas temu robiłem to samo z Malikiem rozklejając zdjęcia Eleonory w Londynie. Zapomniałem powiedzieć o tym Konarskiemu. Cholera, a może to jest ważna informacja, o której mówił? Dzwonię do niego, ale nie odbiera. Dzień później lecimy z Nadią z powrotem do Londynu, z lotniska bezpośrednio do ...