-
Człowiek witruwiański (II)
Data: 10.01.2021, Kategorie: człowiek witruwiański, Autor: XXX_Lord
... ostatnich wydarzeniach związanych z Magdą i Eleonorą, ale nie mogę. - Boję się - głos Nadii jest przytłumiony - wokół nas dzieje się ostatnio mnóstwo dziwnych, przerażających i niezrozumiałych dla mnie zdarzeń. Dlaczego Magda i Eleonora przyjechały z daleka do miejsc zamieszkania i nie wróciły do domu tylko udały się gdzieś? I gdzie? - płacze. - A co, jeśli mnie też się coś stanie? - jej złowrogie słowa wiszą w powietrzu. Patrzy na mnie leżąc na boku, łza spływa po policzku. - Dlaczego ma Ci się coś stać? - ocieram łzę i całuję ją w usta. - Nie wiem, ale czuję, że coś złego dzieje się blisko nas. Oczy Nadii są pełne ufności i strachu. Patrzę na śliczną i smutną twarz i myślę sobie, że chyba nigdy wcześniej nie kochałem jej tak jak teraz. Kwiat pożądania zaczyna rozkwitać w moim podbrzuszu. - Chodź - mówię do niej - wypieprzymy to zło i strach z naszych umysłów. Nasze usta spotykają się w gwałtownym pocałunku. Czuję jak jej drobne ciało przywiera do mnie jakby licząc, że stanę się jego zbroją, jego pancerzem i ochronię przed mrokiem, który czai się gdzieś w pobliżu. Zdejmuję z niej koszulę nocną, ściągam spodnie od pidżamy i sadzam na swoim członku. Nadia zamyka oczy i nabiera powietrza do płuc, jej paznokcie wbijają się w mój tors. Zaczyna w wolnym tempie ruszać biodrami. Jest inaczej niż zawsze. To już nie niewinny seks zadurzonej w sobie pary, która baraszkuje w każdym możliwym momencie i czerpie ekstatyczną radość z fizycznych zbliżeń i ...
... kwitnącego między nimi uczucia. To miłość dwójki doświadczonych przez życie ludzi, którzy traktują to jeszcze nie jak obowiązek małżeński, ale środek do konsolidacji uczuć zawiązanych między nimi. Czegoś, co istnieje już jakiś czas, ale jeszcze nie spowszedniało i nabrało znamion rutyny. Brązowe oczy Nadii otwierają się i patrzą na mnie. Moja narzeczona przyspiesza tempo, nasze oddechy synchronizują się. Czując, że oboje zbliżamy się do finału zaczynam poruszać biodrami. Nadia nachyla się i wzdycha prosto do mojego ucha. - Zawsze będziesz ze mną? Zawsze? - pyta i jej usta wpijają się w moje nie dając możliwości na odpowiedź. - Tak Nadio, tak Kwiatuszku! - uwalniam się od pocałunku i pracuję coraz szybciej. Nadia siada prosto i podskakuje na mnie jak jeździec na byku w trakcie rodeo. Rozkosz w jej oczach wciąga mnie jak otchłań. W końcu zamyka powieki, zaciska uda i jęcząc niskim i cichym głosem zaczyna szczytować. Zafascynowany jej widokiem również dochodzę, a z moich lędźwi wydostaje się owoc uczucia, jakim darzę moją ukochaną i zalewa jej wnętrze. Rozpuszczone włosy mojej Nadii zakrywają mnie niemal całego od pasa w górę. Opada na mnie i tuli się drżąc. - Halo - odbieram telefon. - Pan Piotr Uznański? - słyszę w słuchawce basowy głos. - Tak, słucham. - Marek Konarski, jestem komisarzem z Wydziału Zabójstw Stołecznej Komendy Policji. - Wiem kim pan jest - odpowiadam starając przypomnieć sobie twarz Konarskiego ze zdjęcia w gazecie - czytałem o ...