1. Człowiek witruwiański (II)


    Data: 10.01.2021, Kategorie: człowiek witruwiański, Autor: XXX_Lord

    ... Nadia. Poziom mojego pożądania osiąga już status pomarańczowy. Nie wchodząc do końca cofam nieco biodra i wykonuję pierwsze pchnięcie, a później drugie, trzecie i kolejne.
    
    - Ahh - dźwięki wydostające się z jej ust synchronizują się z ruchami moich lędźwi, teraz już nieco szybszymi. Nadia puszcza mojego członka i wkłada palce prawej dłoni do cipki. Za chwilę spuszczę się w nią i to będzie drugi potop szwedzki.
    
    Przyspieszam jeszcze bardziej i rytmicznie obijam się o jej pośladki. Status czerwony pojawił się znienacka.
    
    - Dochodzę Kotku - z moich ust wydostaje się jęknięcie. Nadia chwyta moje jądra i delikatnie obejmuje je dłonią, żelazna obręcz zaciska się wokół moich bioder, robi mi się ciemno przed oczami.
    
    - Ooohhh! - krzyczę głośno, główka penisa napina się do granic możliwości, po czym zaczynam strzelać. Salwy nasienia niczym pociski z moździerza wypełniają tyłeczek mojej ukochanej. Wydaje mi się, że orgazm nie ma końca.
    
    - O Boże, ale gorące! - słyszę jej urywany szept. Otwieram oczy, Nadia patrzy na mnie nieprzytomnie. Sperma, najlepszy lubrykant pomaga teraz w penetracji, poruszam się w niej jeszcze chwilę uspokajając oddech po czym wysuwam się na zewnątrz.
    
    Biały, kleisty płyn natychmiast zaczyna podróż śladem główki mojego członka. Czuję niezwykłą ulgę i lekkość, prawie jakby miały mi za chwilę wyrosnąć skrzydła.
    
    - Dziękuję Piotrusiu! - Nadia unosi się i całuje mnie czule - to było bardzo, bardzo podniecające. Trochę bolało, ale pierwszy zawsze ...
    ... boli, prawda?
    
    - Na tyle mało, że będziesz chciała powtórki?
    
    - Tak - leży mi na ramieniu, a jej dłoń bawi się moim opadającym członkiem. Zasypiamy powoli przytuleni do siebie.
    
    Dzień później wracamy do biura, opaleni wyglądamy jakbyśmy spędzili pół życia w tropikach.
    
    Nie ma szans na jakąkolwiek pracę - dziewczyny przez pierwsze kilka godzin plotkują, a Nadia po tym jak pokazuje pierścionek zaręczynowy jest podrzucana pod sufit na rękach. Ogólne rozprężenie i kompletny brak dyscypliny - podsumowuję w myślach.
    
    Moja narzeczona to urodzona organizatorka. Oprócz pracy ma jeszcze jeden temat na głowie - wesele. Jest w swoim żywiole - planuje, dzwoni, omawia różne ważne tematy, które dla mnie mają takie znaczenie jak informacja, kto wygrał w zeszłorocznych gonitwach psów (Anglicy się tym emocjonują, trzeba mieć nieźle nasrane pod sufitem, żeby to oglądać). Pyta mnie, ilu gości chciałbym na weselu, kogo zaprosić, detale w które wnika przerażają mnie, kompletnie nie mam do tego głowy.
    
    Zupełnie się więc w to nie angażuję. Ojciec wśród wielu mądrości życiowych, które mi przekazał nauczył mnie jednej, podstawowej rzeczy - dla Ciebie jest noc poślubna, a dla żony wesele.
    
    Rozpisuję plan działania w pracy na najbliższe kilkanaście dni - za tydzień Eleonora ma jechać do Paryża spotkać się z ważnym klientem, w ten sam weekend Nadia odwiedza rodziców w Bukareszcie. Pojedzie beze mnie - ja mam sporo pracy, z którą nie wyrabiam się w ciągu tygodnia.
    
    Wychodzimy z Nadią na ...
«12...456...17»