-
Człowiek witruwiański (II)
Data: 10.01.2021, Kategorie: człowiek witruwiański, Autor: XXX_Lord
... papierosa na taras w trakcie przerwy. - Jak pupa? - pytam wspominając wczorajsze szaleństwa. - Trochę boli, ale myślałam, że będzie gorzej - Nadia zaciąga się i wydmuchuje na bok dym, po czym staje na palcach i szepcze mi do ucha - następnym razem włóż go do końca, dobrze? Ta kobieta umie przyspieszyć tętno. Rozglądam się dookoła patrząc, kto jest w biurze. Niestety nie jesteśmy sami. Nadia widzi moją zbolałą minę. - Nawet o tym nie myśl - śmieje się ze mnie - mam mnóstwo pracy. Musisz zawiązać sobie go na supełek, a wieczorem ja nim się zajmę. Całuje mnie czule, muska dłonią krocze i opuszcza taras. Prowokatorka. Nawalony jak stodoła wódką i odurzony marihuaną, której nieprzebrane ilości wypaliłem w sobotni wieczór wspólnie z Malikiem i Jurą, wtaczam się chwiejnym krokiem do domu. - Dobrze, że Nadia jest w Bukareszcie, nie byłaby ze mnie zadowolona. Nie ma kota i myszy harcują - śmieję się do siebie głupkowato. Zioło krąży w moim organizmie powodując uczucie błogości i rozleniwienia. W ubraniu zwalam się na łóżko i po chwili zasypiam snem sprawiedliwego. Budzę się i natychmiast sprawdzam zegarek. Jest niedziela wieczorem. - O kurwa, przespałem cały dzień?! Jak to możliwe? - mam mętlik w głowie. Sprawdzam telefon - pięć nieodebranych połączeń od Nadii. Szykuje się awantura, kiedy wróci jutro do domu. Człapię do łazienki, widok zapuchniętej gęby w lustrze nie jest zbyt przyjemny. Doprowadzam się do względnego porządku lodowatym prysznicem i ...
... dzwonię do niej. Trzeba się pokajać, zanim wróci. Poniedziałek zaczyna się od fatalnych wiadomości. Za dobrze było. Pięć po dziewiątej do biura wpada zdenerwowany Malik. Zazwyczaj jest spokojny i opanowany, dzisiaj wygląda koszmarnie. - Eleonora nie wróciła do domu - ma przekrwione, zmęczone oczy, trzęsą mu się ręce i drży głos - napisała mi sms-a w niedzielę rano, że przesunęło się jej spotkanie i wraca późnym wieczorem. Wczoraj cały dzień nie mogłem się do niej dodzwonić. Myślałem, że jest zajęta klientem. - A dzwoniłeś do niej dzisiaj?- pytam zaniepokojony. - Tak, nie odbiera telefonu. - Może to nic poważnego - mówię - próbowałeś skontaktować się z klientem? Może oni coś wiedzą? - Nie - odpowiada Malik - zaraz to zrobię. Dwie minuty później okazuje się, że Eleonora wyleciała w sobotę z Paryża do Londynu. - Dzwonimy po policję - błyskawicznie podejmuję decyzję. Malik szaleje z nerwów. Po kilkudziesięciu minutach w biurze zjawia się dwóch policjantów. Przez pół godziny wypytują nas o szczegóły wyjazdu Eleonory do Paryża. Niewiele jesteśmy w stanie powiedzieć. - Jeszcze dzisiaj przyjedzie do Was ktoś z wydziału dochodzeniowego - mówi jeden z nich i po chwili znikają. - Jedź do domu - mówię do Malika - w takim stanie nie nadajesz się do pracy. Jeśli czegokolwiek się dowiemy damy Ci znać. Ty też do nas dzwoń. Rozmawiamy wspólnie z Malikiem z dwoma detektywami. Sparks i Bruckbauer to najdziwniejsza para glin, jaką widziałem. Obaj wyglądają ...