1. Ballada o trzech nieznajomych, czyli historia…


    Data: 21.02.2021, Kategorie: horror, groza, śmierć, opętanie, erotyka, Autor: Agnessa Novvak

    ... absolutnie niepasujące do panującego nastroju słowa. Niedające się w żaden sposób odgonić i brutalnie zmuszające do zadumy, refleksji oraz natychmiastowego zaciśnięcia oczu. Rozbrzmiewające natarczywie:
    
    Jak to czym? Całym swym gówno wartym życiem! Gdybym zmarnował jedynie własne, mógłbym się jeszcze jakoś usprawiedliwić, ale… Nie było przykazania, którego bym nie złamał. Bez wyjątku. Nie uszanowałem wysiłku ojca swego i matki swojej. Zasad, które próbowali mnie nauczyć i uniwersalnych prawd płynących z wpajanej mi latami wiary. Łgałem jak pies niemal zawsze dla prywaty, a nie
    
    . Pożądałem żony bliźniego i to po wielokroć. Rzeczy, które jego były, tym bardziej. A co najgorsze…
    
    Bez wyjątku, powiedziałem! Ciążyły mi na sumieniu ludzkie istnienia. Wypalone, do cna zużyte, którym jedynie przyspieszyłem i tak nieunikniony, marny koniec. Ale też pełne sił, ufności oraz nadziei i z perspektywami na świetlaną, pełną szczęścia przyszłość. Oplatały mnie postrzępione nici cudzych losów. Gwałtownie przecinanych nożem, rozszarpywanych ołowiem, rozrywanych na strzępy gołymi rękoma. Tych byłem jeszcze w stanie się doliczyć, lecz co ze wszystkimi, którym – tylko i aż – nasypałem piachu w tryby życia? Jak wielu zostało pokonanych przez narkotyki, hazard czy prostytucję, którymi jakże skutecznie ich skusiłem? Byłem kreatorem wdów. Twórcą sierot. Architektem nędzarzy.
    
    Otrzeźwił mnie dotyk drobnych paluszków, ślizgających się po łysej głowie. Miękkość niewinnie gładziutkiego łona, w ...
    ... którego kojące ciepło wtulałem policzek. Wstydziłem się, lecz nie byłem w stanie powstrzymać gorzkich łkań odkupienia, o którym doskonale wiedziałem, że nigdy nie nadejdzie. I nawet płynące wprost z głębi serca uczucie, którym pragnąłem obdarzyć niespodziewanie postawione na mej drodze nagie wcielenie cudowności, nie było w stanie obmyć mnie z grzechu.
    
    Uniosłem mętny wzrok, zamierając na widok intensywnie niebieskich, wpatrujących się we mnie oczu. Zamrugałem załzawionymi powiekami, lecz ich nieludzki kolor nie znikał. Z jakimże czarnoksięstwem miałem do czynienia? Powstałem, drżąc w przestrachu, lecz Aurora tylko przytrzymała me spłoszone dłonie, uspokajając w niedający się pojąć sposób.
    
    Podprowadziła mnie ku krawędzi łóżka, pchnęła na nie bezpardonowo i dosiadła. Bez pytania, bez proszenia, bez jednego słowa i choćby cienia gry wstępnej. Mimo całkowitego braku przygotowania i naprawdę solidnego rozmiaru wszedłem gładko w nieoczekiwanie mokrą, otwierającą się przede mną jakże chętnie kobiecość.
    
    Cóż najlepszego się ze mną działo? Natychmiast zapomniałem o złośliwym nowotworze, toczącym duszę ledwie chwilę temu, i znów poddałem się wszechogarniającemu pożądaniu. Chwyciłem bezwiednie za podskakujące coraz energiczniej biodra, próbując się wyprostować, lecz Aurora niespodziewanie silnie pchnęła mnie z powrotem na łóżko. Wysunęła się na moment, podparła na rękach i kucnęła nade mną szeroko rozstawionymi nogami, po czym ponownie opadła na śliską, stojącą sztywno męskość. A ...
«12...101112...20»