-
Ballada o trzech nieznajomych, czyli historia…
Data: 21.02.2021, Kategorie: horror, groza, śmierć, opętanie, erotyka, Autor: Agnessa Novvak
... ja tylko zadarłem głowę, wpatrując się oniemiały w doskonale niedoskonałe ciało. W pełne, wbijające mnie z impetem w puchowy materac, godne antycznej bogini płodności uda. W uroczo apetyczny, wydatny brzuszek, opadający na ociekające lepką wilgocią pulchne łono. Ukoronowane rozwartymi, różowiutkimi płatkami, które mógłbym wylizywać choćby do rana, zachwycając się ich delikatną fakturą. Upajać się do nieprzytomności oszałamiającym zapachem i delektować smakiem utraconego raju… W mięciutkie fałdeczki na niedających się ukryć, falujących boczkach. W nieproporcjonalnie małe, szpiczaste piersi. Prześliczne, rozchodzące się lekko na boki “lisie noski”, dla których ucałowania oddałbym wszystko, co kiedykolwiek posiadałem. W krótką, mocną szyję. Pożądliwie rozchylone, lśniące spienioną śliną usteczka. Wdzięcznie zadarty nosek. Pogrążyłem się w smoliście czarnej, gęstniejącej z każdą chwilą głębinie perwersji. Nagle zapragnąłem, by Aurora przywołała swe jakże chętne siostry, byśmy już we czworo oddali się spełnianiu najskrytszych pragnień. We wszelkich możliwych, najbardziej nawet wymyślnych konstelacjach i używając do tego absolutnie każdego fragmentu naszych ciał, ze szczególnym uwzględnieniem tych, których zazwyczaj nie łączy się ze sobą w jedną całość. Ba, nawet obecności Pitbula bym nie odmówił! Nie, że nagle go polubiłem, ale mógłby okazać się niezbędny choćby do podwójnej penetracji, której bardzo chętnie poddałbym Auro… O nie! Przenigdy! Była przecież ...
... jakże przesłodko niewinną, choć faktycznie dość nieokrzesaną dziewczyną, w której urokliwym spojrzeniu mógłbym tonąć raz po raz, aż do końca swych dni. W spojrzeniu przeogromnych, otwartych na całą szerokość, płonących neonowym błękitem przerażających oczu bez źrenic, których blask rozlewał się aż po lśniący srebrem wzór na skroniach. A może nie był to makijaż, tylko trwały tatuaż? W tym momencie nie miało to absolutnie żadnego znaczenia. Zanim choćby pomyślałem o spanikowaniu, Aurora podłożyła mi rękę pod kark i ostro przyciągnęła do siebie. – Dojdź we mnie. Teraz! Zaraz, powiedziałam! – wycharczała, odrzucając głowę do tyłu w szaleńczym spazmie. Rozorywana paznokciami skóra paliła mnie żywym ogniem. Męskość, zniewolona w sadystycznym ścisku imadła opętanej kobiecości, pulsowała niemożliwym do zniesienia bólem. Przymknąłem powieki, resztkami sił starając się nie tylko nie zemdleć, ale przede wszystkim w żadnym wypadku nie dopuścić do wytrysku. Bezskutecznie. Aurora, czując w sobie tryskające nasienie, odchyliła się jeszcze mocniej i oparła na wyciągniętych do tyłu rękach. Mimo ewidentnego, podkreślanego dzikimi, nieartykułowanymi odgłosami orgazmu, nie przestawała mnie zwierzęco ujeżdżać. Wiedziałem, że w takim tempie zaraz odpłynę do reszty, a wtedy nic już mnie nie uratuje. Resztkami sił oraz woli złapałem ją za nogi i jakimś cudem zrzuciłem nie tylko z siebie, ale i łóżka. Nie była to najmądrzejsza decyzja. Wściekle nienawistny wzrok uniósł się znad ...