-
Ballada o trzech nieznajomych, czyli historia…
Data: 21.02.2021, Kategorie: horror, groza, śmierć, opętanie, erotyka, Autor: Agnessa Novvak
... nadziei? Próbując się jakoś opanować, wygrzebałem z kieszeni zmięte , zapaliłem i wciągnąłem smolisty, wypalający płuca do żywego dym, krztusząc się jak stary suchotnik. – Te, od palenia tego gówna masz śmiech jak świnia kaszel! – Aurora, nie próbując nawet ukrywać rozbawienia, wyłoniła się zza auta. – To ja się śmiałem? – Pomyślałem na głos. – Brzmiało w sumie podobnie! – parsknęła. – Ale serio, wywal ten szajs, bo zdechnąć można! To co, powiesz no mi wreszcie, skąd żeśta się tu wzięli? – Cóż, przejeżdżaliśmy w pobliżu, spotkaliśmy Ariadnę i jakoś tak wyszło. Dla dodania wypowiedzi pozornej obojętności przydepnąłem peta, lecz tak naprawdę rozpaczliwie szukałem wyjścia z przerastającej mnie sytuacji. – Ale będzieta chociaż do rana, co? – Raczej tak, będzieta… znaczy, będziemy! – wydukałem, starając się w miarę możliwości mało bezczelnie przyjrzeć najwspanialszej kobiecie, którą w życiu… A nie, chwila. Miałem przyjemność z – nie przesadzam i nie chwalę się bezpodstawnie – setkami kobiet. Pod każdym możliwym względem idealnych, z których naprawdę wiele poznałem z bardzo intymnej strony. Tymczasem Aurora była w gruncie rzeczy do bólu zwyczajna, różniąc się chyba wszystkim, czym tylko się dało, od swych sióstr. Ariadna w każdym jednym geście oraz słowie była tak autentycznie staromodna, iż byłbym w stanie uwierzyć na słowo, że pochodziła z czasów przynajmniej międzywojnia, o ile nie wcześniejszych. Aida, równie dumna co wyniosła, wyglądała i ...
... zachowywała się jak właścicielka multimiliardowej fortuny, traktując wszystkich dokoła z nieukrywaną wyższością, a mnie i Pitbula chyba nawet pogardą. Przy czym obie emanowały namacalną wręcz godnością, kulturą oraz obyciem, obok których ich najmłodsza krewna nawet nie przechodziła. Spojrzałem na nią kątem oka. Była niewysoka, krępa i niepozbawiona nadmiarowego tłuszczyku, na dodatek odkładającego się nie w biuście, a głównie dokoła ciężkawych bioder, które ledwo mieściły się w koronkowym… body? Nie wiedziałem nawet jak nazwać ów ciuch, według mnie nadający się bardziej do sypialnianych ekscesów niż wyjścia między ludzi. Podążyłem spojrzeniem wyżej, przez przydużą ramoneskę, do dekoltu ozdobionego wielkim, przedstawiającym rozłożyste drzewo wisiorem, wykonanym ze złotych drucików, oplatających płytkę ze wzorzystego szkła. Gapiłem się w niego tak długo, szukając ewentualnego głębszego znaczenia, aż usłyszałem nerwowe chrząknięcie właścicielki. Otrząsnąłem się i spłoszony odszedłem o krok, próbując ocenić Aurorę z szerszej perspektywy. Musiała mieć nigdy nieleczoną, wyjątkowo ostrą postać zespołu nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi, względnie brała wyjątkowo dobry towar i grubo przekraczała dozwolone dawkowanie. Kiwała się na bosych piętach, wyraźnie szukając zajęcia dla rąk. Nerwowo odgarniała asymetryczną, opadającą niesfornie na czoło, kasztanową grzywkę. Drapała się po, jak na mój gust, zdecydowanie zbyt wysoko podstrzyżonym boku głowy. Nieprzyjemnie strzelała ...