-
Ballada o trzech nieznajomych, czyli historia…
Data: 21.02.2021, Kategorie: horror, groza, śmierć, opętanie, erotyka, Autor: Agnessa Novvak
... stawami króciutkich, pulchnych palców. Aż w końcu, ewidentnie znudzona przeciągającym się milczeniem, podniosła perkaty nosek, odsłoniła wcale nieidealne ząbki i wbiła we mnie spojrzenie nieproporcjonalnie dużych oczu. Udowadniając po raz kolejny, że gdzieś w trakcie nauki zasad poprawnego posługiwania się językiem ojczystym – nie wspominając o kulturze osobistej – bardzo nie uważała. – Dobra, bedzie tego! Zawijam się do środka, bo mi zara dupala przewieje! No i diabli wzięli starania. Aurora była… a niech się dzieje, co chce! Żywym srebrem. Tak cudownie przeuroczym, że aż nie do uwierzenia. Skrzącym się milionem iskierek klejnocikiem. Bez cienia wątpliwości najwspanialszą kobietą… dziewczyną… istotką, jaką w życiu spotkałem. Bezczelnie odciągnąłem Pitbula od stołu w samym środku popisów, które urządzał przed wyraźnie prowokującymi go Ariadną oraz Aidą, i spróbowałem podzielić się z nim wszystkimi obawami. Na czele z nieplanowanym przecież, wzbudzającym we mnie nieustanny niepokój pobytem w dworku. Niestety, tłumaczenia okazały się bezcelowe i gdy pan kazał – sługa musiał. Dosiadłem się więc do rozbawionego towarzystwa, popiłem, podjadłem, podowcipkowałem i poprzypatrywałem się naszym wciąż nieodgadnionym w swych zamiarach gospodyniom. By w końcu, nieco zawiedziony przedłużającą się nieobecnością najmłodszej z sióstr, poprosić o wyjście do pokoju. – Ależ proszę się nie kłopotać, szanowny panie, wszystko jest dopięte na ostatni guzik! Zapraszam za mną! – ...
... Ariadna podążyła drobnym kroczkiem w głąb korytarza, przywołując mnie gestem. Zdążyłem się już zorientować, że nie gościłem w pierwszej lepszej wsiowej chałupie na uboczu, ale przecież całe moje mieszkanie było mniejsze niż to jedno pomieszczenie! O przepychu nie wspominając. Przy czym najmocniej zaskoczyło mnie nie ogromne łoże z baldachimem, szafa o misternie intarsjowanych drzwiach czy nawet mieniące się żółtawymi ognikami świeczniki, lecz zupełnie przecież niepasujący do całości element wystroju w postaci skrywającej się za ażurowym przepierzeniem, błyszczącej elegancko polerowaną miedzią wanny. Wypełnionej po samiutkie brzegi. Gospodyni wskazała ją z tajemniczym uśmiechem, obróciła się na pięcie i wyszła bez słowa. Momentalnie zrzuciłem dalekie od świeżości ubranie i nie zważając na nic zanurzyłem się po szyję w aksamitnie kremowej, gorącej pianie. Próbowałem nie dorabiać dziwnych teorii, niemniej zastanowił mnie kolejny osobliwy fakt, że jak do tej pory nie dostrzegłem nigdzie nikogo z niezbędnej przecież służby. Przecież woda nie nalała się sama, świeczki nie pozapalały ani tym bardziej stół nie nakrył! Ostatecznie jednak odetchnąłem tylko pachnącą jałowcem, szałwią i sam nie wiedziałem czym jeszcze gęstą parą i rozejrzałem się dokoła, zatrzymując wzrok na staromodnych przyborach do golenia. Pędzel oraz mydło nie stanowiły dla mnie żadnego , w przeciwieństwie do oprawnej w bardzo prawdopodobne, że prawdziwy szylkret brzytwy. Po wyjątkowo dogłębnym przemyśleniu ...