1. Ballada o trzech nieznajomych, czyli historia…


    Data: 21.02.2021, Kategorie: horror, groza, śmierć, opętanie, erotyka, Autor: Agnessa Novvak

    ... stwierdziłem, że co mi szkodziło? Kto nie naraża nigdy się na szwank, ten głównej stawki nie wygrywa… czy jakoś tak?
    
    Kilkanaście minut i co najmniej tyle samo zacięć później poprosiłem zwierciadełko, by rzekło, któż najpiękniejszy był na świecie? Bo na pewno nie ja! Szczęśliwie zestaw zawierał także wysokoprocentową wodę kolońską i kryształ ałunu, bez których wyglądałbym jak ofiara przemocy domowej. Czyściutki, pachnący i dobrą dekadę odmłodniały wyszedłem wreszcie z nieprzyjemnie stygnącej wody. Owinąłem wilgotny ręcznik dokoła bioder i zacząłem zastanawiać się, czy mam powrócić na salony – a jeśli tak, to w jakim stroju – gdy ktoś energicznie zapukał do drzwi. Po czym, nie pytając o pozwolenie, otworzył je i wparował do środka. Tym razem ubrany nie w zestaw młodego lumpeksiarza, a całkiem elegancką, dopasowaną do figury sukienkę barwy głębokiego granatu.
    
    – Ja rozumiem, że jesteś u siebie, ale… – Speszyłem się nagłą wizytacją.
    
    – A co ja niby, gołego faceta nie widziałam? – Nikt inny jak Aurora prychnęła z politowaniem, podszytym jednak nieukrywaną ciekawością. – Nic nie mówię, ale popraw se tę kiecę, bo ci widać! – zachichotała.
    
    Co za gówniara! Bezczelna, jawnie impertynencka, z rażącymi brakami w kindersztubie i… wywołująca pod wspomnianym ręcznikiem konkretną konfuzję samą swą obecnością. A że była – o ile mogłem ocenić – z górką dwukrotnie młodsza ode mnie? Nie takie zaciągałem do łóżka i, o ile dobrze pamiętam, im któraś zgłaszała z początku większe ...
    ... obiekcje, tym finalnie wylewniej mi dziękowała. Zachęcony wspomnieniami nabrałem ochoty, by zrzucić tymczasowe odzienie i stanąć przed nią w pełnej krasie. A potem wziąć choćby siłą, nie zważając na wszystko oraz wszystkich… Szybciutko odrzuciłem tę myśl z co najmniej stu różnych powodów, lecz nie mogłem sobie na koniec odmówić odrobiny prowokacyjnej złośliwości:
    
    – Będziemy tak tu stali, czy przyszłaś do mnie z jakimś konkretnym interesem?
    
    Na te słowa Aurora wbiła we mnie badawczy wzrok i zastanowiła się przez moment. Wyjątkowo długi oraz pełen napięcia. W końcu spojrzała na tarczę stojącego w kącie starego zegara, zerknęła przez ramię ku drzwiom i sięgnęła ku szyi. Ściągnęła przez głowę już nie ciężki kawał szkła, a cieniutki złoty łańcuszek, na którego końcu wisiał pęczek kluczyków tak misternie wykonanych, że można było je wziąć jedynie za ozdoby. Jednym z nich pomajstrowała w niewidocznym na pierwszy rzut oka otworze w drzwiczkach sekretarzyka i wyciągnęła zeń nie ozdobną papeterię, lecz dwa kielichy o szerokich czaszach, do których rozlała ciemnobordową zawartość rżniętej w krysztale karafki.
    
    – Tylko nie wychlej wszystkiego naraz, bo… – zawahała się – mocne jest. Diabelsko bym powiedziała.
    
    Z niewróżącym niczego dobrego uśmiechem przytknęła usta do brzegu pucharu, pociągając solidny łyk. Jakby na dowód, iż ów drogocenny dar nie zawierał w sobie ni krzty trucizny. A mawiał mędrzec: nie wierz nigdy kobiecie!
    
    Napitek smakował… oryginalnie. Niczym faktycznie solidnie ...
«12...8910...20»