1. Córka Architekta (IV)


    Data: 06.03.2021, Kategorie: alternatywna rzeczywistość, Autor: Ignatius

    ... może przede mną uciec, bo w każdej chwili mogę ją zamrozić. Chciałbym jednak móc odczuć jej zaangażowanie w zabawę. Pilot miał wiele przycisków, może któryś z nich pomógłby mi zamienić ją w potulną niewolnicę. A jak nie tak, to zawsze mogę spróbować szantażu. Tak czy siak, w poniedziałek zerżnę ją na dziko.
    
    Nagle ktoś mnie pociągnął za kurtkę i przycisnął plecami do ściany.
    
    – Gnoju, gdzie jest pilot? – warknął. To ten dureń Dawid. Był wściekły. – Pilot, gnido!
    
    – Nie wiem o czy mówisz – wyparłem się. – Puść mnie.
    
    – Wiem, że go masz! Oddawaj!
    
    Nie odpuści. Uśmiechnąłem się. Co on mi niby może zrobić? Kątem oka dostrzegłem, jak ktoś zza rogu się nam przygląda. To dobrze, bo w razie problemów miałem świadka.
    
    – Ta mała kurewka jest teraz moja – oznajmiłem wyrywając się z uścisku. – I co mi zrobisz? Pójdziesz na policję? Powiesz, że ukradłem ci klucz do jej serca? Choć może raczej do jej ciała?
    
    – Ostatni raz proszę po dobroci – uspokoił się. Wyciągnął do mnie rękę, ale nie nie zamierzałem niczego mu dawać.
    
    Nagle się na mnie rzucił. Kopnął mnie trzykrotnie w brzuch. Był szybki. Spróbowałem się postawić, ale skubany miał mocne uderzenie. Przywalił mi z pięści w twarz. Biłem na oślep, ale ani razu nie trafiłem. Przewrócił mnie. Zerwał ze mnie plecak i zaczął przeglądać jego zawartość.
    
    – Nigdy go nie znajdziesz – zaśmiałem się.
    
    Odrzucił plecak. Zaczął przeszukiwać moje kieszenie. Nie mogłem na to pozwolić! Zadał mi mocny cios w klatkę, po którym ...
    ... miałem problemy z oddychaniem. W końcu dobrał się do kieszeni moich spodni i znalazł urządzenie. Położył rękę na moim barku i ścisnął. Moje skronie zapulsowały.
    
    – Zwolnisz się i wyjedziesz. Jeśli jeszcze kiedyś choć raz spojrzysz na moją żonę, zabiję cię. Patrz na mnie – powiedział spokojnie. Głowa mi pękała, nie mogłem oddychać. – Zostaw Alicję w spokoju. Ja nie żartuję. Zabiję cię.
    
    – Cholerny psycholu... – stęknąłem z trudem. Puścił mnie.
    
    – Jeśli sądzisz, że to bolało, to znaczy, że jeszcze nigdy nie zaznałeś prawdziwego bólu.
    
    Jak gdyby nigdy nic oddalił się spacerkiem. Człowiek, który wcześniej spoglądał na nas zza rogu, gdzieś zniknął.
    
    Wszędzie szukałem tego pilota, ale nie mogłem go znaleźć. Bałem się, że wpadł w złe ręce. Kiedy Alicja powiedziała, że tak się zagapiła w pracy, że minęła przerwę, zrozumiałem, że coś jest nie tak. Musiałem ten problem rozwiązać sam, nie mogłem liczyć na Baltazara. Zresztą, wstydziłem mu się przyznać. Odprowadzałem więc Alicję do pracy, żeby choć trochę ją ochronić. Chciałem być przy niej, móc zainterweniować w razie potrzeby. Dodałem dwa do dwóch i domyśliłem się, że skradziono mi pilota, gdy zbytnio dałem w palnik na imprezie. Widocznie po pijaku powiedziałem im zbyt wiele. Wytypowałem trzy osoby: Sylwię, Daniela i szefa wydziału. Nie pamiętałem nawet jak ten ostatni wygląda, ale z moich wspomnień coś mi świtało, że żona przedstawiała mi kogoś takiego. Sylwia jednak była porządna, więc szybko wykreśliłem ją z listy ...