1. Córka Architekta (IV)


    Data: 06.03.2021, Kategorie: alternatywna rzeczywistość, Autor: Ignatius

    ... kolekcję znaczków. Miałem parę białych kruków. Potem zaproponowałem połączenie naszych zbiorów. Teraz oszczędzamy na porządny klaser.
    
    – Wiele bym dał za jedną noc z taką dziewczyną – powiedział. Puściłem tę uwagę mimo uszu.
    
    Moja wrodzona intuicja podpowiadała mi, żeby nie wchodzić w bliską zażyłość z Danielem. My tylko piliśmy razem wódkę. Starałem się trzymać neutralnych tematów, ale to nie było takie proste, bo nad wyraz często komentował biust Sylwii lub Alicji.
    
    – No to chlup.
    
    – O, nie – odmówiłem. – Muszę trzymać fason. Wystarczy mi już.
    
    – Co ty, żony się boisz? – zakpił. – Właśnie dlatego się nie żenię. Pij.
    
    Alicja chyba nie miała nic przeciwko, bo choć stała obok, to nie protestowała. Poczochrała mnie tylko po głowie i poszła poplotkować z koleżankami. Ech, te kobiety – siedzą razem w robocie osiem godzin dziennie, a jeszcze im mało czasu do rozmów.
    
    – Napij się ze mną – zaproponowała Sylwia.
    
    Dla żartu wypiliśmy klasyczny bruderszaft. Później jeszcze parę razy odmawiałem nieskutecznie dalszego picia Danielowi.
    
    Do domu wróciliśmy około godziny dwudziestej trzeciej. Strasznie kręciło mi się w głowie. Miałem wyraźne problemy z utrzymaniem równowagi. Czułem się bardzo zmęczony.
    
    – Co oni teraz dodają do tej wódki, że mi tak w uszach szumi? – zapytałem.
    
    – To się nazywa alkohol – odpowiedziała Alicja. Żeby ustać na nogach musiałem się o nią opierać.
    
    – Ala, ej, Ala... Nie jesteś zła?
    
    – Bądź grzecznym mężem i idź już spać.
    
    Tyle ...
    ... zapamiętałem z tego wieczoru.
    
    Obudziłem się z bólem głowy i zmęczeniem nie mniejszym niż wieczorem. Zimny prysznic niewiele mi pomógł. Nie miałem apetytu, wystarczyła mi woda mineralna. Nie pamiętałem, żebym jakoś dużo wypił, ale właściwie to było wiele rzeczy z poprzedniego wieczoru, których nie pamiętałem.
    
    Otrzeźwiałem w jednej chwili. Najpierw się tylko zmartwiłem. Sprawdziłem jeszcze raz. Marynarka, spodnie, kurtka. Sprawdziłem na stoliku i w szafce. Zajrzałem pod łóżko i do łazienki. Nigdzie go nie było. Nie było pilota! Przeraziłem się nie na żarty. Jeszcze raz przeszukałem wszystkie miejsca, gdzie mogłem go zostawić.
    
    – Czego szukasz?
    
    – Chyba miałem wczoraj przy sobie pilot z klimatyzacji z pracy. Jak go nie znajdę, to szef mnie zabije. Nie widziałaś go? Mały, czarny... – wymyśliłem na poczekaniu.
    
    – Nie widziałam. Sprawdź w spodniach.
    
    Już tam sprawdziłem, i to trzy razy. Pod pretekstem orzeźwiającego spacerku wybiegłem z domu. Uważnie się rozglądałem przemierzając drogę do lokalu, jaką wracaliśmy. Pamiętałem, że gdy byłem w ubikacji miałem jeszcze pilot przy sobie. Sprawdzanie, czy jest na swoim miejscu, weszło mi w nawyk. W końcu to niezwykle ważna rzecz. Zadzwoniłem nawet z pytaniem, czy po imprezie czegoś nie znaleźli. Nigdzie ani śladu.
    
    Co ja narobiłem! Zgubiłem go! Baltazar mi go dał, bo mi ufał, a ja go tak głupio straciłem! Co mam teraz począć? Strach pomyśleć, co się stanie, gdy znalazca zacznie się nim bawić. Dobrze pamiętałem, co ja zrobiłem, gdy po ...
«12...456...12»