1. Córka Architekta (IV)


    Data: 06.03.2021, Kategorie: alternatywna rzeczywistość, Autor: Ignatius

    ... raz pierwszy poznałem jego możliwości. Do dzisiaj mnie to gryzie. Nie chciałem, by Alicja przez moją głupotę była narażona na niebezpieczeństwo.
    
    – Daniel, rozpisałeś już harmonogram prac? – zapytała Sylwia.
    
    – A to Alicja nie miała tego zrobić? – udałem zdziwienie. Dobrze wiedziałem, że to było moje zadanie.
    
    – Nie, naczelnik kazał tobie się tym zająć.
    
    Nienawidzę tej roboty. Jest nudna i bezcelowa. Niby to dział planowania, ale tak naprawdę tylko uszczegóławiam ogólne plany nadane z góry. W sumie moją pracę mógł spokojnie wykonywać program napisany przez informatyka amatora. Nie zarabiałem kokosów, nie miałem szans na awans. Korposzczur – tak na mnie wołają. Zero powodów do dumy.
    
    Podobno trzeba szukać plusów. Był jeden. Pracowałem z ładnymi dziewczynami. Dzieliłem biuro z Alicją i Sylwią. Obie były niezłymi dupami. Uwielbiałem robić im psikusa chowając potrzebne dokumenty na najniższą półkę. Patrzyłem wtedy jak się wypinają w moją stronę.
    
    Usłyszałem jak Sylwia rozmawia z kimś na korytarzu. Gość musiał być zdenerwowany, bo mówił szybko uniesionym głosem.
    
    – Serio, nie widziałam – odpowiedziała. – Pierwsze słyszę.
    
    Po chwili weszli do biura. Rozmówcą Sylwii był Dawid, mąż Alicji. Poznałem go parę dni wcześniej na firmowej imprezce. Nieco sztywny koleś z idiotycznym uśmieszkiem.
    
    – Cześć – przywitałem się.
    
    Mogłem zgadywać w ciemno, po co przyszedł. Kiedy tak sobie popijaliśmy, zaczął bredzić, że jakby żona się wściekła, to zawsze może ją wyłączyć. Nie ...
    ... zrozumiałem, co miał na myśli. Początkowo nie chciał kontynuować, ale w miarę jak mu polewałem, zdradzał szczegóły. „Wystarczy, że nacisnę duży przycisk na specjalnym pilocie, a Alicja wyłączy jaźń”. Nie kumałem zupełnie tego dowcipu. Zapytałem, skąd ma takie cacko. Nie powiedział. Zaśmiałem się, że pewnie chodzi mu o „ten pilot w spodniach”. A on na to poklepał się po marynarce i powiedział, że zawsze nosi go w kieszeni. Nie moja sprawa, nie wnikałem. Za to wpadł mi do głowy pomysł na niezły żart. Kiedy wracał z ubikacji, a miał już solidnie wypite, pomogłem mu usiąść przy stoliku. Wtedy ukradkiem podwędziłem mu ten pilot. Nie przypuszczałem, że ma go naprawdę, ale jakoś tak mnie podkusiło i sięgnąłem do jego kieszeni. Teraz ja miałem to cudo. Gdyby to naprawdę działo, to dobrze wiedziałbym jak to wykorzystać. Ale już powciskałem wszystkie guziki na pilocie i nic się nie stało. W sumie, czego niby oczekiwałem?
    
    – Słuchaj, jest sprawa – szepnął do mnie. Wyglądał na przerażonego. – Wtedy na imprezie miałem przy sobie mały czarny pilot. Chyba go zgubiłem. Nie znalazłeś go?
    
    – A od czego on był? – Z ledwością powstrzymywałem śmiech.
    
    – To pilot do rzutnika, zabrałem go z pracy – skrzywił się.
    
    Coś kręcił. Początkowo to miał być żart, miałem mu go oddać, gdyby się zgłosił., ale teraz nabrałem podejrzeń. Dlaczego mu tak na nim zależy?
    
    – Nie wiedziałem. Nie przejmuj się tak, można tanio dokupić nowy – poklepałem go po plecach. Nic już nie odpowiedział, tylko poszedł pytać ...
«12...567...12»