1. Plugawa Arleta (III). Dotyk mroku


    Data: 14.06.2021, Kategorie: horror, sąsiadka, Autor: Man in black

    ... Sapnąłem ciężko i padłem na plecy.
    
    Nie pamiętam, ile tak jeszcze leżeliśmy. Wiem jedno. Czułem się przepełniony szczęściem. Celestyna dała mi takie spełnienie, o jakim nigdy nawet nie marzyłem. Na pożegnanie uraczyła mnie wilgotnym pocałunkiem. Widziałem w jej oczach, że spisałem się na medal.
    
    Nie wiem, o której wróciła Paulina. Położyłem się spać, nie czekając na nią. Do snu ukołysał mnie las szumiący za oknem, który w blasku księżyca wyglądał niczym tłum starożytnych druidów z wykręconymi rękami wyciągniętymi do gwiaździstego nieba. Zasnąłem błyskawicznie.
    
    *
    
    Następnego dnia znalazłem Paulinę w kuchni. Przygotowywała śniadanie. Za oknem słońce nie potrafiło przebić się przez ponurą aurę. Jakby ktoś rozciągnął wokół nas grubą folię, która pochłaniała i zarazem zniekształcała światło.
    
    – Przepraszam cię za wczoraj. Miałam mnóstwo pracy.
    
    – Nie ma sprawy.
    
    – Mam nadzieję, że Celestyna spełniła swoją prośbę i dotrzymała ci towarzystwa?
    
    Przez chwilę zastygłem z grzanką przy ustach.
    
    – Tak, przyszła. To miło z jej strony.
    
    – Dokładnie. Wspaniała przyjaciółka, prawda?
    
    Przytaknąłem.
    
    – Mam nadzieję, że się nie nudziliście?
    
    – Było w porządku.
    
    Unikałem jej wzroku. Czułem się bardzo niezręcznie, choć i tak zauważyłem, że zaszła we mnie jakaś zmiana. Od kiedy tutaj zamieszkaliśmy, wszystko się zmieniło. Nawet my. Szczególnie my. Przy okazji zauważyłem, że Paulina zaczęła malować się nieco mocniej i w ciemnych barwach. Dodawało jej to trochę lat, ale ...
    ... jednocześnie makijaż sprawiał, że wydawała mi się coraz bardziej obca. Jakbym patrzył na nieznaną mi kobietę. Może to zbyt daleko idące, ale coś w tym było.
    
    Nie przyznałem się, że straciłem pracę. Nie wiem, dlaczego i nie wiem, dlaczego byłem pewny, że Celestyna nie piśnie o tym słowem. W sumie to kwestia mojej pracy przestała mieć jakiekolwiek znaczenie. Wystarczył jeden dzień w Miechowickim Lesie i wszystko traciło na znaczeniu.
    
    Ponieważ był weekend, nie musiałem wymyślać kłamstwa usprawiedliwiającego moją obecność w domu. Paulina pracowała do późnego popołudnia w swoim gabinecie. Siedziała tam pochylona nad tą cholerną księgą i zapomniała o całym świecie.
    
    Wyszedłem na zewnątrz. Chciałem zapalić, a żona szybko wyczułaby zapach papierosa. Było chłodno. Niebo zdążyło już ściemnieć. Patrząc na otaczający nas las, można było odnieść wrażenie, że ten zbliżył się do domu. Stare zeschnięte i obumarłe drzewa sprawiały wrażenie gapiów wyczekujących w tłumie podobnych sobie indywiduów. Zupełnie jakby chciały nas osaczyć. Lekki podmuch wiatru trącał gałęziami, wprawiając je w ruch. Dało się słyszeć pojedyncze skrzypnięcia brzmiące jak pojękiwanie potępionych dusz. Cóż za osobliwe miejsce.
    
    Wróciłem szybko do domu. Pauliny nie było w gabinecie. Rozejrzałem się po domu, ale nigdzie jej nie znalazłem. Zajrzałem do kuchni, do salonu i wszystkich pozostałych pomieszczeń. Zacząłem już odczuwać niepokój. Nagle przypomniałem sobie o piwnicy. Czułem, że to głupi pomysł, ale to było ...
«12...5678»