1. Królowa gruszek


    Data: 18.06.2021, Kategorie: włoszka, szefowa, sierpień, upał, emigracja zarobkowa, Autor: Kondotier

    ... może skończyć.
    
    - Ale przecież...
    
    - Posłuchaj malutki, ja mam męża i córkę i nie robię tego z chłopcami 30 lat ode mnie młodszymi. Trochę się dzisiaj upiłam, trochę mnie poniosło, trochę Cię wykorzystałam, bo mi się podobasz, ale tyle wystarczy. To i tak było za dużo.
    
    - Antonia... - wciąż klęcząc spróbował się do niej pochylić ale odepchnęła go stanowczo kolanem.
    
    - Dosyć powiedziałam! Nie wyobrażaj sobie zbyt wiele. Nic sobie nie wyobrażaj – naciągała na siebie z powrotem bluzkę – i nie próbuj nawet nikomu wspomnieć o tym co tu się dzisiaj wydarzyło. Najlepiej zapomnij. Wstawaj i wychodź. Jak chcesz możesz wziąć butelkę wina dla swoich kolegów.
    
    Popatrzył na nią z niedowierzaniem, z niedowierzaniem i żalem przechodzącym niemal w rozpacz. Wiedział, że to nie jest droczenie, to nie jest część gry, to nie był zupełnie ten ton, którym z nim wcześniej rozmawiała. Spojrzał jeszcze raz na nią, ale już była w drodze do łazienki. Wstał i wyszedł.
    
    Wracał naokoło, przez ciemny, gęsty sad. Był wściekły i podniecony, szczęśliwy i rozczarowany jednocześnie. Wciąż czuł jej miękkie, potężne piersi na swojej twarzy, czuł jej słodki zapach i słony smak. Widział te ciemne, bordowe, wypinające się do niego sutki. Zatrzymał się pod drzewem i opuścił spodnie. Doszedł w kilku ruchach obryzgując korę nasieniem. Nie poczuł ulgi. Maszerował dalej, wciąż oszołomiony i niewierzący w to co się wydarzyło i w to co się nie wydarzyło. Zatrzymał się pod barakiem i zapalił papierosa. Poszedł ...
    ... do toalety i znowu sobie zwalił nie przejmując się tym czy ktoś może go usłyszeć. Poczuł się wyczerpany. Rzucił się na materac i zasnął.
    
    Następny dzień był jeszcze bardziej gorący. Krzysiek z trudem pracował w sadzie, nie mógł się skupić na zbieraniu, nie mógł oderwać myśli od wielgachnych cyców, które wczoraj tarmosił, ssał i lizał, od Antonii wychylonej na krześle, od jej ciepłych ud, od tego co skrywało się pod szortami. Nie rozmawiał z nikim, w przerwie zbył znajomego Polaka kilkoma zdaniami i zaszył się pod swoim drzewem. Antonia pojawiła się w sadzie po południu, ale widział ją tylko z daleka, nie podeszła ani nawet nie zerknęła w jego stronę. Miała na sobie tę samą bluzkę i szorty co wczoraj. Myślał, że zwariuje. Skończył pracę godzinę wcześniej niż zwykle, zebrał może połowę swojej normalnej dniówki. Próbował spać w baraku, ale w głowie wciąż wracał do poprzedniego wieczoru i szedł dalej w wyobraźni, oglądał ją z każdej strony, jej szyję, jej włosy, jej cycki, jej plecy, jej nogi, jej cipkę, jej dupę. Rżnął ją, ruchał ją, pierdolił ją na niej, pod nią, za nią, obok, na stojąco i na czworaka, na stole, na trawie i pod prysznicem. Masturbacja, sprawdzona w takich wypadkach, nie pomagała. Wydawało mu się, że zaczyna szaleć. Koło 22-iej wstał, naciągnął spodnie i koszulkę i poszedł prosto do jej domu. Paliły się te same dwa światła co wczoraj.
    
    Nie wiedział nawet co chce powiedzieć. Nie układał już żadnej idiotycznej historyjki. Stojąc pod jej drzwiami przez chwilę ...
«12...789...13»