1. Murena. Śmiertny dąb


    Data: 18.08.2021, Kategorie: służące, sekta, śmierć, Autor: Man in black

    ... wystawiać kutasa pod moim nosem?
    
    – Szczerze, ciociu? Nie wstyd – po raz pierwszy decyduje się na taką ostentację wobec niej.
    
    – Ty... – wyraźnie brakuje jej słów. – Stajesz się coraz bardziej bezczelny.
    
    – Chyba tak, ciociu – sam jest zdziwiony swoją butą.
    
    – Co jeszcze, co? – Karolina staje na nogi i uderza go w twarz otwartą dłonią. – Co jeszcze mi powiesz, he? Co jeszcze lęgnie się w twojej chorej głowie, parszywy gnojku?
    
    – Ciocia wie, że zawsze ją uważałem za najseksowniejszą kobietę na świecie.
    
    – Czyżby? – jej twarz przez chwilę łagodnieje, pojawia się nawet delikatny uśmiech, jednak szybko wraca do dawnej postawy. – I to wystarczy? Sądzisz, że jesteś godzien... MNIE?
    
    – Nie wiem, ale bardzo bym chciał.
    
    – W tej chwili ubieraj się, zabieraj miednicę i spieprzaj mi z oczu. Wstrętny sukinsynu.
    
    Kiedy kobieta zostaje sama, oddycha głęboko. Jej wielkie piersi falują. Podchodzi do okna i wpatruje się w noc. Czuje pulsowanie w łonie. Sięga tam dłonią. Nawet uda ma mokre. Zaciska je mocno, co sprawia jej pewną przyjemność. Ten gówniarz działa na nią destrukcyjnie.
    
    *
    
    Sławek zjawia się na skraju lasu o umówionej porze. Wieczór jest spokojny, wiatr jest słaby, nawet śnieg przestał sypać jakieś trzy godziny temu. Julita czeka na niego. Tak jak obiecała. Na głowę naciągnęła kaptur. Skinęła mu głową i zanurzyli się w lesie.
    
    – Dobrze, że się nie rozmyśliłeś – rzuca, zamiast przywitania.
    
    – Przecież obiecałem.
    
    – Bo to ja nie raz, kuźwa, coś komuś ...
    ... obiecałam i nie dotrzymałam słowa?
    
    – Ale nie ja – zaznacza.
    
    Dziewczyn zabrała ze sobą latarkę, ale spacer nie jest łatwy. Początkowo przeszkadza zalegający śnieg. Później w miejscu gdzie bór staje się gęstszy, śniegu jest niewiele, ale dróżka jest pełna nierówności. Chłopak przygląda się, jak stare sczerniałe korzenie wiją się pod ich stopami. Wyglądają jak prehistoryczne węże, które zastygły i skamieniały częściowo zanurzone w ziemi, częściowo pełzające po niej.
    
    Ciemność wokół nich jest przytłaczająca. Praktycznie nie widać nieba. Maszerują w milczeniu, dysząc coraz mocniej. Spacer trwa niemal trzydzieści minut. Wreszcie docierają do niewielkiej polany. Stąd widać wreszcie gwieździste niebo. Na skraju malutkiej polany stoi ogromny stary dąb.
    
    – Widzisz go? – dziewczyna spogląda na wielkie drzewo.
    
    – Faktycznie, to chyba dąb.
    
    – Nie chyba, kuźwa, to dąb.
    
    – Podejdziemy bliżej? – Sławek jest zaciekawiony.
    
    Po chwili stoją przy drzewie. Patrzą na jego ciemną, spękaną korę. Pień jest tak gruby, że nawet gdyby oboje chcieli go objąć, potrzebowaliby trzeciej osoby. Gałęzie są powykręcane, sękate i wyglądają, jakby dąb umierał.
    
    – I, co powiesz? – w głosie Julity pobrzmiewa duma.
    
    – Niezły okaz.
    
    – Tak? To zerknij tam... – kieruje snop latarki na pień. – Przyjrzyj się dobrze.
    
    Chłopak podchodzi bliżej. Początkowo nie rozumie, co dziewczyna chce mu pokazać. W oddali odzywa się sowa. Sławek dopiero po dłuższej chwili rozumie, na czym polega fenomen. W wielu ...
«12...151617...26»