1. Murena. Śmiertny dąb


    Data: 18.08.2021, Kategorie: służące, sekta, śmierć, Autor: Man in black

    ... siebie. Widzi jasne plamy, które krążą wokół jego głowy niczym sępy. Po chwili następuje progres i wraca ostrość widzenia. Na początku popołudniowe słońce oślepia go, raniąc oczy, ale i to wkrótce ustępuje. Wreszcie wie, gdzie się znajduje. I w jakim towarzystwie.
    
    Na polani stoi kilkanaście osób. Jedni trzymają siekiery, kilkoro zwoje sznura. Dwóch mężczyzn, których nie zna, jak większości z nich, trzyma w dłoniach broń myśliwską. Rozpoznaje tylko jedną osobę. To Lidka.
    
    – Musiałam trochę przyspieszyć nasz rytuał. Jak widzisz, zebrali się wszyscy wierni. Poznaj, proszę wyznawców Śmiertnego dębu.
    
    Mężczyźni i kilka kobiet uśmiechają się do niego, ale te uśmiechy nie dodają mu otuchy. Wręcz przeciwnie. Sprawiają, że chłopak czuje strach. To uczucie jest coraz większe. Szczególnie, teraz kiedy orientuje się, iż jest związany.
    
    – Zanim zostaniesz złożony w ofierze, powiedz mi, gdzie jest moja córka. Wiem, że razem szliście do lasu.
    
    – Twoja córka ostrzegła mnie, że masz nie po kolei w głowie.
    
    – Co z nią zrobiłeś?
    
    – Ja, nic. To dąb ją zabił.
    
    – Dąb? O czym ty mówisz? – na jej twarzy pojawia się niepokojący grymas.
    
    – Przyjął ją jako ofiarę.
    
    – Słuchaj gnojku. Nie pogrywaj ze mną. Gadaj zaraz, gdzie jest moja córka. Gdzie Julka!
    
    – Spójrz na drzewo.
    
    Twarze wszystkich zwracają się w stronę dębu.
    
    – Podejdź bliżej i przyjrzyj się dokładnie. Czy ta twarz była tutaj, kiedy ostatni raz oglądałaś ten przeklęty dąb?
    
    Kobieta podchodzi do pnia. Patrzy ...
    ... prosto na wypukłość, która do złudzenia przypomina ludzką twarz, a raczej jej bluźnierczą karykaturę.
    
    – O czym ty mówisz? – mruczy pod nosem sama do siebie. – To ma być moja córka?
    
    – Dokładnie tak. Oddała mi się pod tym drzewem i wtedy to się stało.
    
    – Brać go – Lidka rzuca krótki rozkaz.
    
    *
    
    Powrót do rzeczywistości jest bolesny. Karolina budzi się i łapie za głowę. Ból jest potworny. W dodatku, z łuku brwiowego sączy się krew. Rana piecze, głowa boli, a wzrok dopiero odzyskuje ostrość. Zaschło jej w ustach. Podnosi się niepewnie na miękkich nogach. Rozgląda się w poszukiwaniu krewniaka.
    
    – Sławek?
    
    Nigdzie go nie widzi. Rusza do pokoju chłopaka, ale ten jest pusty. Z uczuciem coraz większego niepokoju, biega od pomieszczenia do pomieszczenia. Zagląda do kuchni, łazienki i wszędzie gdzie tylko mógł się schronić. Sprawdza nawet piwnicę i własną sypialnię. Wszędzie jest pusto. I wtedy słyszy odgłosy na strychu.
    
    Biegnie na górę i po chwili jest na miejscu. Kalina i Alina są niespokojne. Kręcą się w kółko jak psy, które zwietrzyły trop. Warczą i wyrywają się z łańcuchów. Kobieta rozumie, że te zdziczałe nastolatki czują coś. Niebezpieczeństwo. Czują, że ich kuzynowi grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Zauważyła, że ta trójka zżyła się ze sobą, bardziej niżby przypuszczała. Znacznie bardziej niżby tego sobie życzyła. Kobieta sięga po pejcz leżący tuż obok. To na wszelki wypadek. Już kilka razy te dwie suki próbowały z nią walczyć.
    
    Do głowy przychodzi jej szalony ...