1. Murena. Śmiertny dąb


    Data: 18.08.2021, Kategorie: służące, sekta, śmierć, Autor: Man in black

    ... pomysł. Nie myśli jasno i podświadomie czuje, że nie ma wiele czasu na rozważania. Uderza pejczem w podłogę. Ostry dźwięk uspokaja na chwilę obydwie siostry. Spoglądają na kobietę.
    
    – Nie wiem, czy mnie rozumiecie. Zamierzam odpiąć wam łańcuchy tylko bez żadnych numerów – unosi dłoń, w której trzyma pejcz. – Nie radzę, dotarło?
    
    Nie wygląda na to, że cokolwiek do nich dotarło.
    
    – Macie odnaleźć Sławka.
    
    Na dźwięk tego imienia, ich zwierzęce twarze zmieniają wyraz. Karolina jest zdumiona, czuje, że one wiedzą, o kim mówi. Podchodzi kolejno do każdej z nich i odpina łańcuchy. Jej ostrożność nie jest konieczna. Siostry kompletnie nie zwracają na nią uwagi. Od razu, w dwóch zgrabnych susach dopadają do włazu i skaczą na dół.
    
    Murena biegnie za nimi. Dociera do okna w sypialni chłopaka. Widzi, jak dziewczyny kierują się do lasu w szalonym tempie. W tempie nieosiągalnym dla człowieka. Mkną przez śnieg i po chwili znikają między drzewami.
    
    *
    
    – Dawać go tutaj – Lidka wskazuje na drzewo.
    
    Dwoje rosłych mężczyzn łapie chłopaka pod łokcie i unoszą go, jakby nic nie ważył. Czuje od nich smród tytoniu i potu. Prowadzą go w stronę dębu. Strach lęgnie się w jego sercu. Boi się tego drzewa. Widział, co ono potrafi. Na samą myśl, że zostanie do niego przywiązany, kręci mu się w głowie.
    
    Tymczasem kobieta przygotowuje się do rytuału. Wyjmuje szklany pojemnik i duży nóż. Na kawałku brezentu rozkłada kilka innych artefaktów. Sławek próbuje stawiać opór. Nic z tego nie ...
    ... wychodzi. Cała trójka zatrzymuje się przy drzewie. Chłopak w swojej rozpaczy robi wszystko, żeby znów poczuć tę siłę i moc. Zwierzęcą energię, która pozwoli mu wyjść cało z opresji. Szybko jednak rozumie, że nie panuje nad tym w żaden sposób. Wtedy wpada na szalony pomysł.
    
    Zauważa, że jego przemiana dotychczas związana była z fizycznym bólem. Problem polega na tym, że ci tutaj nie robią mu żadnej krzywdy. Nie biją go, nie torturują. Boi się, że kiedy już zostanie przywiązany do przeklętego dębu, może być za późno. Rozpaczliwie rzuca się na drzewo, chcąc uderzyć się w głowę.
    
    – A temu, co? – szalona próba nie udaje się, zostaje zatrzymany przez zaskoczonych mężczyzn. – Zwariował – wyrokuje mężczyzna ze strzelbą. – Jak pragnę zakwitnąć, zwariował.
    
    Lidka zerka na swoją ofiarę. Jest zaskoczona jego reakcją. Być może ma przeczucie. Jakąś nieuświadomioną obawę, że w szaleństwie nastolatka jest metoda. Właśnie zamierza do niego podejść, kiedy jedna z kobiet odzywa się, rozglądając się dookoła.
    
    – Słyszeliście, to?
    
    – Niby, co? – Lidka jest rozdrażniona.
    
    Wszyscy odwracają głowy. Dwadzieścia metrów dzieli ich od czarnej ściany lasy, gdzie biegnie ścieżka do dworku, z którego przynieśli chłopaka. Gdzieś strzeliła sucha gałąź. Zatrzęsły się krzaki i nagle rozległ się paskudny dźwięk. Dźwięk, który może się wydobyć jedynie z gardeł dzikich zwierząt. Coś zawyło w lesie, ścinając krew w żyłach wszystkich stojących na polanie. Oprócz jednej osobny.
    
    Na polanę wybiegają dwa ...