1. Ciało pedagogiczne (II): Pały za złe…


    Data: 26.08.2021, Kategorie: nauczycielka, uczeń, szantaż, Autor: Tkacz Opowiesci

    ... domu, ale w szkole powiedziano mi, że przebywa pani na zwolnieniu lekarskim, a że mam pani numer w papierach, więc...
    
    - Nic nie szkodzi - przerwała mężczyźnie Beata. - Coś się stało?
    
    - Właściwie, to tak - głos Andrzeja Zawiszy stał się nieco bardziej oficjalny, a Beata czuła, że jest blisko zawału. - Dzwonię z Wojewódzkiego Kuratorium Oświaty i... chciałbym się z panią spotkać, gdy pani wyzdrowieje.
    
    - Rozumiem - Beata czuła na przemian piekielne gorąco i lodowaty chłód.
    
    - Jaki termin, by pani odpowiadał?
    
    Młoda nauczycielka była w sytuacji bez wyjścia. Jeden dzień nie uczyni w niej różnicy.
    
    - W sumie czuję się już na tyle dobrze, że moglibyśmy się spotkać jutro - starała się, by jej głos brzmiał normalnie.
    
    - Jak pani chce - zgodził się kurator. - Czy mógłbym prosić, żeby przyjechała pani na godzinę trzynastą trzydzieści?
    
    - Oczywiście.
    
    - Dobrze, to jesteśmy umówieni. Do widzenia. - Andrzej Zawisza zakończył rozmowę.
    
    Beata odłożyła telefon na stolik i zapadła się w kanapę. Starała się nie myśleć o jutrzejszym dniu, ale było to od niej silniejsze. Jeśli myślała, że przez tą całą awanturę z Konradem wpadła po uszy w gówno, to jutro przekona się jak bardzo się myliła.
    
    Dopiero wtedy, o trzynastej trzydzieści nastąpi pełne zanurzenie.
    
    ***
    
    Drzwi do gabinetu Andrzeja Zawiszy były zamknięte. Tabliczka informowała, że powinien dziś pracować, ale widocznie wydarzyło się coś nieprzewidzianego. Beata usiadła na jednym z krzeseł w korytarzu i ...
    ... niespokojnie oczekiwała na przyjście tego, który miał zmienić jej dotychczasowe spokojne życie w koszmar.
    
    Po dwudziestu minutach zadzwonił telefon.
    
    - Dzień dobry, pani Beato - poznał głos kuratora. - Przepraszam, ale wypadło mi coś niespodziewanego i muszę spotkać się z kimś na mieście...
    
    - Nic nie szkodzi - stwierdziła Beata.
    
    - Osoba ta jednak utknęła w korku, cóż, stolica ma swoje plusy i minusy - wyznał Zawisza. - Czekając na tego pana, moglibyśmy jednak porozmawiać, co pani na to?
    
    - Dlaczego nie - zgodziła się Beata.
    
    - Świetnie, jestem w kawiarni - kurator podał Beacie nazwę i adres. - To raptem cztery przystanki autobusem, gdyby mogła pani...
    
    - Dobrze panie Andrzeju, już do pana jadę - Beata podniosła się z krzesła i ruszyła korytarzem.
    
    Kilka minut później była już w autobusie.
    
    Kawiarnia była raczej przeciętna, ani specjalnie ekstrawagancka, ani mierna. Ot, taka jakich dziesiątki w Warszawie. Natomiast wygląd Andrzeja Zawiszy zaskoczył ją totalnie. Spodziewała się pana koło pięćdziesiątki, przygarbionego, w rogowych okularach i znoszonym ubraniu. Tymczasem Zawisza miał nie więcej niż trzydzieści pięć lat, zdrową opaleniznę i sylwetkę sportowca. Beacie zrobiło się jeszcze bardziej głupio, jakby miało to jakieś znaczenie, czy pognębi ją przystojny trzydziestolatek czy nieciekawy pan, dwadzieścia lat od niej starszy.
    
    "Głupia jesteś!" - pomyślała o sobie, podając dłoń na przywitanie kuratorowi.
    
    Andrzej Zawisza poczekał, aż zamówiła cappuccino i gdy ...
«12...456...17»