-
Bloo me! Pierwsze wejście
Data: 14.11.2021, Kategorie: cartoonnetwork, Autor: GreatLover
... Przez kolejny miesiąc. *** Czas leciał nieubłagalnie i zanim się obejrzałam, zbliżały się święta. Moi koledzy ze szkoły cieszyli ryje na myśl o nadchodzącej przerwie, a ja miałam ochotę ich za to wymordować. W przeciwieństwie do nich, Święta oznaczały dla mnie jeszcze większą orkę, niż do tej pory. Zorganizowanie tych kilku dni dla grupy kilkudziesięciu wymyślonych przyjaciół to niezwykle ciężkie zajęcie, jeśli chodzi o logistykę. Tym oczywiście zajmował się Pan Zając, w zaciszu swojego gabinetu, mnie zostawiając realizację jego planów, które obejmowały „zaledwie” zakup prezentów („koniecznie PRAKTYCZNYCH panno Franko!”), przygotowanie potraw oraz wysprzątanie i udekorowanie całego domu. O premii nie miałam co marzyć. Ho, ho, ho, Merry kurwa Christmas. Wigilia Bożego Narodzenia zbliżała się wielkimi krokami. Prezenty leżały zabunkrowane w piwnicy, żarcie czekało na swój czas w lodówie, dom lśnił od piwnic aż po dach, a mnie zostało jedynie przyozdobić go wszelkimi tandetnymi ozdobami, jakie mieliśmy na stanie. - Czy ktoś mi pomoże?! – zawyłam szczerze przerażona, lawirując na chwiejącej się drabinie, trzymając ręce nad głową, ściskając kołyszący się łańcuch, rozpaczliwe starając się odzyskać równowagę. - Jestem! – Bloo pojawił się znikąd i chwycił drabinę. Zadrżałam, słysząc jego głos. Czy naprawdę, spośród całego tłumu przyjaciół musiał pomagać mi on? On?! - Dzięki – odpowiedziałam, nie odwracając się w jego stronę, czując że zaczynam się rumienić ...
... ze wstydu. Dobrze wiedziałam, że ten drań gapi się właśnie na mój tyłek. Dzięki bogu, że miałam wtedy na sobie spodnie! Z nerwów zaczęły mi drżeć palce. Nie mogłam przyczepić tego cholernego łańcucha, co oczywiście nie uszło uwadze towarzyszącemu mi kurduplowi. - Radzisz sobie? - Tak. - Na pewno? - TAK – powtórzyłam z naciskiem. - Wiesz, musisz wejść jeszcze wyżej, wtedy będzie ci łatwiej. - Wtedy spadnę z drabiny, geniuszu. - Nie, wcale nie! Czekaj, pomogę ci! – zawołał z entuzjazmem i zanim zdążyłam się zorientować, wskoczył na drabinę. - Co ty robisz?! – krzyknęłam, dalej trzymając łańcuch i czując jak drabina zaczęła niebezpiecznie się przechylać. - Pomagam! – odkrzyknął, szarpiąc ciałkiem w przeciwną stronę dzięki czemu odzyskaliśmy pion – właź na górę i kończ to! - Ale… czego mam się trzymać?! – odparłam, mimo woli wchodząc jeden stopień wyżej, przez co mój tułów stracił oparcie. - Ja cię będę trzymał – odparł, wspinając się jeszcze wyżej. Zanim zdążyłam zapytać, co przez to miał na myśli, poczułam jego rączki. Na swojej dupie. - BLOOO! WEŹ TE ŁAPY! – zawyłam, kręcąc tyłkiem jak oparzona, przez co drabina znów zaczęła się przechylać, tym razem w drugą stronę. - Co robisz?! – odkrzyknął znów szarpiąc ciałem w przeciwnym kierunku, przy okazji rozciągając mi pośladki. Jak to możliwe, skoro nie miał palców?! - Pośpiesz się, dobrze? – zapytał gdy odzyskaliśmy pion – No! DALEJ! – krzyknął, unosząc moje pośladki do góry, a ja ...