-
Bloo me! Pierwsze wejście
Data: 14.11.2021, Kategorie: cartoonnetwork, Autor: GreatLover
... ledwie powstrzymałam piśnięcie. Nie mam pojęcia jak to było możliwe, ale poczułam na swoich pośladkach jego mocny, pewny chwyt. Obłe rączki wbijały się w moje ciało a ja skupiłam się na tym, by nie przypomnieć sobie tego, co widziałam w pracowni komputerowej w te wakacje. - Dajesz Franka, dajesz! – zawołał wesoło, podrzucając moje pośladki z góry na dół a ja poczułam, że zaczęła się we mnie burzyć krew. - Bloo! Przestań w tej chwili! – nie mogłam się do niego odwrócić. Jedno spojrzenie wystarczyłoby, by mógł odczytać z moich oczu jak cholernie mi się to podobało. Pragnąc skończyć tę kuriozalną sytuację, uwijałam się jak w ukropie, byleby szybciej przypiąć ten pieprzony łańcuch. Kłułam swoje palce do krwi szpilką, ale jedyne, co wtedy czułam, to zabawy moim tyłkiem. Bloo specjalnie kołysał drabiną, żeby ratować sytuację, co wiązało się z rozciąganiem, ściskaniem i ugniataniem moich pośladków. Starałam się to ignorować, ale moje ciało, nie pieszczone przez nikogo niemal przez pół roku, zaczęło się domagać swoich praw. Wiedziałam, że to co robiliśmy było totalnym przegięciem, lecz mimo tego nie mogłam powiedzieć, że chciałam by się skończyło! - Gotowe! GOTOWE! – zawołałam czując z przerażeniem, że ta zabawa zaczęła nawilżać moją cipkę. - Dobra, to ja lecę! – Bloo puścił mój zmolestowany tyłek i ześlizgnął się po drabinie niczym strażak. Zanim zdołałam się obejrzeć, już go nie było. *** Przez resztę dnia nie natrafiłam na tego wrednego kurdupla. Nie ...
... było w jadalni podczas obiadu, jak i kolacji. Dobrze wiedziałam, że podkradł sobie żarcie z kuchni i schował się w jednej z miliona kryjówek, byle by nie wpaść w moje łapy. Dopiero po kilku dniach udało mi się go dostrzec w sali zabaw – nie mogłam mu nic zrobić, bo akurat w tej chwili odbębniałam kolejne kazanie od Pana Zająca, dodające mi nowych obowiązków. Łypałam więc na niego spode łba, mając nadzieję że odczyta to jako zwiastun nadchodzących kaźni, ale jego wyluzowane spojrzenie, posłane mi spod półprzymkniętych powiek świadczyło o tym, że miał na to totalnie wywalone. Dobrze wiedział, że miał mnie w garści. *** W końcu nadeszła Wigilia Bożego Narodzenia. Ze zmęczenia padałam na nos, ale postanowiłam robić dobrą minę do złej gry – ubrana w elegancką sukienkę usługiwałam, sprzątałam powstałe szkody, pomagałam odpakowywać prezenty i śpiewałam kolędy wymyślonym przyjaciołom. Człowiek orkiestra. Fałszująca, ale zawsze. Jedynym zgrzytem był moment w którym wśród otrzymanych, własnoręcznie zrobionych prezentów, znalazłam małą, elegancką torebeczkę. Wolałam jej nie otwierać przy wszystkich, ale domyślałam się, co może być w środku. Spojrzałam czujnie na salę, w poszukiwaniu darczyńcy tajemniczego pakunku i znalazłam go w błysku okrągłych, zmrużonych złośliwie oczek, należących do Bloo. Co ten gnój kombinował tym razem?! Koniec imprezy zupełnie mnie zaskoczył. Kiwając się z przemęczenia mamrotałam podziękowania za życzenia Pana Zająca, który gratulował mi dobrego ...