-
Bloo me! Pierwsze wejście
Data: 14.11.2021, Kategorie: cartoonnetwork, Autor: GreatLover
... chwila zerkałam na niego ukradkiem, licząc że chce ze mną porozmawiać, ale on patrzył przed siebie, bębniąc palcami wolnej ręki w udo. Nie zaszczycił mnie choćby spojrzeniem. W końcu zatrzymał się z piskiem opon na podjeździe swojego domu. - Wysiadka – powiedział, gasząc silnik a ja zdębiałam. Byłam pewna, że podrzuci mnie bliżej! - Bill? Nie podwiózłbyś mnie pod bibliotekę? Pełne pogardy prychnięcie wystarczyło mi za odpowiedź. Wysiadł z wozu i zatrzasnął drzwi z całej siły. Wszedł na ganek, nie odwracając się w moją stronę. Gdybym umiała kraść samochody, zwinęłabym mu furę i owinęła ja wokół drzewa w jednej chwili! Nawet ze sobą w środku, co było by bardziej łagodnym losem od tego, który gotował dla mnie Zając. Wysiadłam w trymiga specjalnie waląc drzwiami z całej siły. Miałam nadzieję, że uszkodzę gruchota lecz niestety, wiekowa maszyna przeszła tak wiele, że upust mojej wściekłości nie zrobił na niej żadnego wrażenia. Ciekawe, ile panienek w niej zaliczył? Na samą myśl o tym poczułam piekące łzy. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam pędem, ledwo wstrzymując płacz. Skurwiel. Cholerny skurwiel! Ja mu dam popalić, gdy tylko wymyślę, jak to zrobić! Wrzuciłam wyższy bieg gdy nagle zaryłam nogami w ziemi. Torebka! Gdzie ty masz rozum, dziewczyno?! Dopadłam wozu od strony pasażera i zaczęłam szarpać się z klamką. Cholerstwo teraz nie chciało puścić, co stanowczo podniosło mi nerwy do poziomu nieskończoności. Kurwa mać, jak się otwiera to pudło!? ...
... Ciągnęłam w te i we wte z całej siły, zupełnie nie mogąc sobie poradzić. Zawsze otwierał Bill… może powinnam była go zawołać? Niedoczekanie! W końcu, gdy straciłam wszelką nadzieję, mój kciuk przypadkiem trafił na przycisk. Drzwi otworzyły się tak nagle, że wylądowałam tyłkiem na żwirze podjazdu, wyklinając na czym ten świat stoi. Bluzgając jak córka szewca wpełzłam do szoferki, chwytając torebkę i przeglądając ją szybko. Dobrze, wszystko jest, można gnać! Zanim to zrobiłam, rozejrzałam się. Otwarte okno wywiało aromaty naszej aktywności, lecz mimo to czułam, że muszę się jakoś odpłacić. Zaczerpnęłam tchu i splunęłam na miejsce kierowcy. Ślina nie wygląda jak sperma, ale tego gęstego śladu, który pojawił się na wytartej skórze nie da się nie zauważyć. Mało wyrafinowana zemsta, ale to dobry początek. Wybiegłam z wozu z torebką w ręku, zerkając na zegarek. Pół godziny! Pięknie, kurwa, pięknie! *** - Miło mi panią widzieć, Panno Franko. Czy mogę wiedzieć, co panią zatrzymało? Chociaż chciałam odpowiedzieć na to pytanie, nie byłam w stanie tego zrobić. Byłam czerwona jak burak, zasapana do granic możliwości i nie mogłam złapać tchu. Pędziłam na złamanie karku przez pół miasta, starając się nadrobić stracony czas a i tak zajęło mi to niemal kwadrans! - Korki!... – wychrypiałam, czując ogień w płucach. - Korki? Przecież do biblioteki idzie pani pieszo… Pot ściekał ze mnie strumieniami. Również z wysiłku, chociaż głównym powodem był strach. Nie chciałam go ...