-
Wypad za miasto
Data: 23.11.2021, Kategorie: koleżanki, wakacje, Autor: Yeti
... ręce do przodu... Jakie to podniecające... Oprawca przesunął palcami od jej karku aż do pupy, drapiąc skórę niemiłosiernie... Jego męskość wdarła się między jej uda... Męskość ciepła i twarda... Dłonie Artura naciskają jej łopatki dociskając klatkę piersiową do trawy. Chwytają silnie ramiona... Odsunął włosy na bok i wessał się ustami w jej kark. Monika drży z pożądania... Artur przesuwa dłonie na biodra. Chwyta w żelazny uścisk i klęcząc za nią pakuje w nią swój oręż. Zdecydowanie... Zrobił to. Teraz wysuwa i ponownie zagłębia... Nie śpieszy się. Konsekwentnie, ale coraz wolniej... Kilka wolnych ruchów, kilka szybszych i znów kilka powolnych... Zamarł w bezruchu, powtórzył sekwencję i wyjął... Pchnął Moniką na bok. Nie było to delikatne pchnięcie, było silne i niezbyt uprzejme. Padła na trawę. - Co robisz... - powiedziała. Nie podobało jej się takie potraktowanie, ale podnieciło ją jeszcze bardziej. - Za dużo mówisz – odwrócił ją przodem. Wessał się w jej usta. Zacisnęła je z całej siły, ale jej ciało nie miało ochoty na walkę. Nawet usta stały się miękkie i rozchyliły się samoistnie... Położył wyprostowane ręce na jej ramionach... Pchnął biodrami... usiłowała złapać oddech... Brakowało jej tlenu... - Szerzej nogi, mała... - Posłusznie spełniła żądanie. - Monika ci na imię – dobrze pamiętam? Artur klęczał między jej udami i wsuwał głębiej swoją maczugę. Jego słowa były irytujące, ale jeszcze bardziej ją rozogniły. Czuła, jak jej ciało staje się ...
... maksymalnie miękkie i uległe... Nie poznawała siebie. Artur bezczelnie patrzył w jej oczy, wsuwał fujarę do końca i spokojnie cofał do wejścia... Monika była śliska, wąska i głęboko oddychała... Ooooo, szeptała... o kurwa... jeszcze, jeszcze... Przymknęła oczy... Nie śpieszył się. Poruszał się delikatnie, wyczuwając, które ruchy sprawiają, że jej wnętrze staje się bardziej nienasycone i pełne ognia... Poruszał się tak, aby dziurka zaciskała się na jego maczudze. I wtedy, kiedy już do tego doprowadził, z furią atakował... i znów poruszał się wolniej jakby na samej krawędzi przepaści... I znów szalonym tajfunem do końca... Połóż ręce na piersiach – rozkazał, a Monika posłusznie wykonała polecenie. No dalej, pieść je!!! Porządnie masuj... Nie opierdalaj się!!! Monika z zaangażowaniem wykonywała polecenie. Dotarli razem do punktu bez odwrotu i dalej... w szalonym pędzie... Wśród krzyku spadających gwiazd... Monika odleciała... Nie mogło być inaczej. Na początku krzyczała tylko: TAK, TAK JESZCZE... TAK... ale w końcu z jej ust wydobył się głośny gardłowy krzyk: Aaaaaa Artur przesunął po ramieniu Moniki dłonią, drapiąc ja paznokciami... Teraz mała!!!! TERAZ!!!! Słyszysz mała!!! TEEERAZ!!! Uniósł tułów ku górze, zesztywniał i jak tajfun eksplodował w jej wnętrzu, a ona, Monika, poczuła, jak świat pęka na kilkaset kawałków i w huraganie ognia i rozedrganej materii, wszystkie te kawałki razem z nią Moniką Boryńską, mkną w pełną rozkoszy przepaść... Monika Boryńska leci w tę ...