-
Kochałam tego gnoja
Data: 27.01.2022, Kategorie: małolat, starsza, aktorka, tabu, prawiczek, Autor: Antek Be
... być mną – odparłam w końcu. - Jeśli tak, bycie mną powinno być koszmarem. Uderzyłam ją lekko w ramię, na znak żartobliwego protestu. Rozluźniła się co nieco. Wypiłyśmy po jeszcze jednym kieliszku. Spróbowałam zmienić temat, wskazując na śpiącego kierowcę i związany z tym komizm, jednak klapserka uparcie powracała do motywu Kuby. - Powiedz, czy to prawda, co mówią? - wypaliła nagle. – Że ty i on... No wiesz. - Że co? - w moim tonie zadźwięczał gniew. - Że rozprawiczyłaś go, tak jakby dla dobra filmu. - Kto tak mówi? - robiłam się coraz bardziej zła. - Każdy coś mówi, każdy coś innego. Plotki chodzą. Posłyszane słowa zmroziły mnie na tyle, że przegapiłam moment, w którym jej dłoń zaczęła niespiesznie masować moje udo. Zanim zareagowałam, wsunęła grube palce pod sukienkę i przystąpiła do obmacywania mojego krocza. - A więc to prawda? - Drążyła, coraz mocniej pobudzając waginę. - Przestań – warknęłam, nagle uderzona myślą, że od jakiegoś czasu nic nie mówiłam. Swoim milczeniem przyniosłam zapewne potwierdzenie jej domysłom, a zarazem przyzwoliłam na śmiałe molestowanie. Zbliżyła się do mojego ucha, musnęła go językiem, po czym ściszonym tonem złożyła matrymonialną propozycję: - Mogę sprawić, że eksplodujesz. Zabierz mnie do pokoju, a pokażę ci, co umiem – Mówiąc to, drażniła wskazującym palcem moją świeżo rozbudzoną łechtaczkę. Wyczuła wilgoć, jaka wysączała się ze środka, więc też nabrała ogromnej pewności siebie. Jako kobieta, wiedziała ...
... dokładnie jakich środków użyć, by momentalnie doprowadzić mnie na skraj ekstazy. Bezbłędnie odczytywała moje ulubione tempo. Uśmiechała się, co sprawiało, że była jeszcze brzydsza, niż zazwyczaj. Mimowolnie jęknęłam. - Nie spałam z nim – wyszeptałam, lekko dysząc. - Serio? - Wydawała się lekko rozczarowana albo niedowierzająca. Wierciła mnie dalej, a do tego zaczęła lizać po szyi i podgryzać ucho. - Ja mu tylko... - zawahałam się, rozglądając po pustej sali. – Zrobiłam mu ręką. I nic więcej. - I doszedł? - Jasne, że doszedł. - Naprawdę? - Wydawała się być szczerze zaskoczona. - Czy jest w tym coś dziwnego? - A czy ty też zaraz dojdziesz? - zmieniła temat. W tym momencie kierowca doznał raptownego przebudzenia. Oparł strudzoną głowę na łokciach i spojrzał na nas zamglonym wzrokiem. Szybko wyswobodziłam się z jej uścisków. Otrzeźwiałam na tyle, by popaść w przerażenie. Klapserka wprowadziła mnie w jakiś podstępny, jungowski seans, który sprawił, że powiedziałam zbyt wiele. - Cały czas gdzieś dochodzicie – wybełkotał kierowca. Wstałam od stolika i prędko umknęłam do windy, nie bacząc na nawoływania klapserki, byśmy zostały na „jeszcze jednego”. Nazajutrz głowa pękała mi od kaca oraz poplątanych, kosmatych myśli. Nie przywykłam do chlania, ani też nie potrafiłam radzić sobie z tym czymś, co ludzie nazywają uczuciami. Dotąd żyłam w przekonaniu, że jestem wolna od jakichkolwiek namiętności. Na planie klapserka posyłała mi wymowne spojrzenia, od ...