1. Kochałam tego gnoja


    Data: 27.01.2022, Kategorie: małolat, starsza, aktorka, tabu, prawiczek, Autor: Antek Be

    ... się bez pożegnania.
    
    Przez kilka kolejnych dni myślałam o nim dość często. Miewałam wtedy momenty zawahań, jakby wyrzutów sumienia. Dopuszczałam do siebie ewentualność, że to ja mogłam być czynnikiem destrukcyjnym. Kto wie, może zrujnowałam chłopcu psychikę albo pogmatwałam jego przyszłe życie seksualne? Koniec końców nie wiadomo jakie procesy zachodzą w mózgu dorastającego dzieciaka, którego los sparował z uległą, dojrzałą kobietą. Jak wiadomo, każdy mózg formuje się z wiekiem. Zatem co będzie dla niego oznaczać to rażące zaburzenie chronologii? Dojrzałe rozkosze na etapie słodkiej niewinności? Może dając mu to, na co mentalnie nie był jeszcze gotowy, stworzyłam psychola? Frustrata, czyhającego ze scyzorykiem na bezbronne kobiety?
    
    Jakiś miesiąc później nie było w mojej głowie choćby śladu po Kubie. I dokładnie wtedy znowu powrócił.
    
    Kręciliśmy coś z gatunku kameralnej, łzawej dramy (w czym nota bene specjalizuje się europejskie kino), czyli kolejny gniot, dofinansowany z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, którego szeroka widownia kompletnie zignoruje. W dniu rozpoczęcia zdjęć trafiłam na znajomą twarz - L.I., charakteryzatorkę z poprzedniego projektu, a zarazem kochankę K.K.. Ucieszyła się na mój widok, co podkreśliła przesadnie silnym uściskiem.
    
    - Tym razem nie będzie ci smutno, obiecaj! - w żartobliwy sposób odnosiła się do mojej spontanicznej, niezrozumiałej rozpaczy, jakiej była świadkiem.
    
    Przyrzekłam, również dowcipkującym tonem (przy tym poruszającym ...
    ... fakt, że moja mama również była charakteryzatorką), a w każdym następnym dniu trzymałyśmy się bardzo blisko, niejako sprawując kontrolę nad tym niepoważnym przyrzeczeniem.
    
    Któregoś wieczora, po kilku mocnych drinkach wypitych we własnym gronie, zaczęłyśmy obgadywać Z. Bawiły nas jego liczne tiki, które do niedawna można było obserwować na planie lub poza nim (takie jak nerwowe trzaskanie palcami lub upodobanie do słowa „wzniosły” we wszelkich odmianach). Obśmiewałyśmy również jego nieporadność przy próbach kamuflowania skłonności homoseksualnych. Gdy na planie otaczali go sami faceci, prężył starcze muskuły i rzucał „kurwami” na lewo i prawo. Natomiast w towarzystwie kobiet zamieniał się zwykle w delikatnego, słodkiego misia, biernie podglądającego fascynujące żeńskie zwyczaje. W pewnym momencie L.I. zwróciła uwagę na sposób, w jaki Z. zwracał się do młodocianego R.G., a moje serce zabiło jakby o dwa tempa za szybko. Plotkowanie niespodziewanie przeniosło swój ciężar z reżysera na Kubę, choć wcale do tego nie dążyłam.
    
    L.I. opowiadała o „erotycznej aurze”, niejako promieniującej z tego chłopaka, potem o „napięciach”, „dwuznacznych spojrzeniach”, „zakłopotaniu kobiet”, i tak dalej, i tak dalej. Opowiadała o Kubie z zupełnie mi obcej perspektywy. W tamtym czasie byłam chyba zbyt zaślepiona swą własną, seksualną fascynacją, by spojrzeć na dzieciaka obiektywnym okiem.
    
    W końcu nie wytrzymałam. Zwierzyłam jej się ze swoich doświadczeń. Bliska płaczu, streściłam cały przebieg ...