-
(Nie)dola autora (II)
Data: 04.06.2022, Kategorie: fellatio, intryga, Autor: Pavo
... jest tylko snem i wybrykiem wyposzczonego brakiem seksu organizmu), z czasem Ania stała się nieodłącznym elementem mojego harmonogramu dnia. Może nie brzmi to zbyt ładnie, ale w praktyce mniej więcej tak wyglądało. Rzeczony harmonogram znowu się zmienił (nie, żebym na to narzekał) i przez jakiś czas wyglądał następująco: pobudka – pisanie – oczekiwanie na Anię, gdy znajdzie się w okolicy, bo szczęśliwie obsługiwała rejon mojego osiedla – spotkanie z Anią – wyjście Ani – pisanie – powrót mamy tudzież Roksany i koniec dnia pracy. Oczywiście bywały wyjątki. Niekiedy Roksana wychodziła na zajęcia jedynie na dwie godziny i cały ten czas poświęcałem Ani. Raz widziałem nawet jak minęły się na dworze, niedaleko wejścia do klatki schodowej. Ustaliliśmy, że utrzymamy nasze spotkania w tajemnicy. Po pierwsze, nadawało to im atmosferę tajemniczości, romantyczności i ogólnie pojętej spiskowości, co tylko nas nakręcało, a po drugie, nie chciałem by o naszych schadzkach dowiedziały się media. Fakt, że od dawna nie gościłem na okładkach kolorowych magazynów, nie oznaczał że nagle tam nie wskoczę. Takie sytuacje się zdarzały, znałem je z szeroko rozumianego show businessu. „Dawny gwiazdor ma dziewczynę, szok! Zobaczcie jak ich miłość kwitnie!”, krzyczałby nagłówek, pod którym zamieszczone byłoby nasze zdjęcie zrobione ze znacznej odległości i marnej jakości, co miałoby dodawać respektu fotografowi, który mimo niekorzystnych warunków dokonał niemożliwego i przyłapał nas na gorącym ...
... uczynku. Toteż spotykaliśmy się wyłącznie u mnie w domu. Czy muszę dodawać, że cała ta sytuacja sprawiła, że pisanie na nowo zaczęło mi iść jak po maśle? Nawet nie zauważałem, jak mijały godziny spędzane nad klawiaturą, jak dziesiątki stron wychodziły mi spod palców. Znowu nie myślałem o uśmierceniu Carlosa i Claudii, ba, nawet trochę ich polubiłem, co jeszcze niedawno wydawało mi się przedsięwzięciem nie do zrealizowania. Proces tworzenia książki znów przyspieszył, od PKP do TGV. Oczywiście nie zakochałem się w Ani, nic z tych rzeczy. Można powiedzieć, że wytworzył się między nami pewien układ. Uprawiamy seks i... uprawiamy seks. Ją podniecał fakt że czyni to z kimś znanym w ogóle, a ze mną, jej ulubionym pisarzem, w szczególe; ja nie potrzebowałem tego typu dodatkowych bodźców i wystarczał mi tylko sam fakt seksu z nią. Nastawiałem się na to że cała sytuacja nie potrwa wiecznie. Ania wspominała bowiem, że być może w niedalekiej przyszłości wyprowadzi się do innego miasta. Ale nie było sensu zaprzątać sobie tym głowy. Wręcz przeciwnie, gdy tylko sobie o tym przypominałem, uznawałem że muszę do maksimum wykorzystać czas jaki nam ewentualnie pozostał. Nie będzie przesadą twierdzenie, że próbowaliśmy wszystkiego, zarówno jeśli chodzi o części ciała, jak i przyjmowane pozycje i miejsca w domu w których to robiliśmy. Ponieważ jednak moje życie zaczęło obfitować w niespodziewane zdarzenia – najpierw widok Roksany, później spotkanie Ani – prawo ciągu musiało zostać zachowane. ...