-
Kłamca (I)
Data: 15.02.2023, Autor: blackjack
... radości. – Brawo! – rozległo się tuż obok. Przerażona spojrzała wprost w pociemniałe z gniewu oczy nieznajomego. Jakim cudem podszedł ją tak, że nic nie zauważyła? – Byłaś tak pochłonięta tym, co robiłaś, że nie zwróciłabyś uwagi nawet na lądowanie kosmitów – powiedział, jakby w odpowiedzi na nieme pytanie i brutalnie chwycił ją za włosy, zmuszając by wstała. – Chodź laleczko. Szarpnęła się, protestując, ale w zamian za to on pogłębił uścisk. Jęknęła z bólu, bo miała wrażenie, że zaraz pozbawi ją wszystkich włosów. – Przestań! – Po raz pierwszy się rozpłakała. – Nie mogę. Coś ci obiecałem i zamierzam dotrzymać słowa. – Nie! Uderzyła go prosto w zraniony bok. Syknął i na moment poluzował uścisk. Wykorzystała tę chwilę, ale nie na długo cieszyła się wolnością. Udało jej się zrobić jedynie dwa kroki w kierunku drzwi, gdy poczuła jak silne ramię obejmuje ją w pasie i gwałtownie zatrzymuje w miejscu. Powalił ją na podłogę, złapał za nadgarstki i przygniótł ciężarem swego ciała. Choć wiła się, szarpała, próbując go z siebie zrzucić, nie miała żadnych szans. Był ciężki, silny i równie zdesperowany jak ona. – Przestań do cholery! – warknął. –Nic ci nie zrobię, ale masz się uspokoić! Zamarła, zaskoczona. – Nie wierzę… – Od pół roku nie miałem żadnej kobiety. A ty jesteś prawie naga. Jak nie przestaniesz się wiercić, to nie ręczę za siebie! – syknął. Nagle dotarło do niej, czym może być to coś twardego, co czuła pomiędzy udami. Na dodatek ...
... jego oczy błyszczały z trudnego do ukrycia podniecenia. – Gdybym nie był tak kurewsko zmęczony, przeleciałbym nawet dziurę w płocie – wstał i bez pardonu pociągnął ją w górę. Pomimo nędznego oświetlenia, zauważyła jak jego bokserki znacznie się wybrzuszyły pod wpływem wspaniałej erekcji. – Nie rób tego więcej, zrozumiałaś? Chcę się przespać, najeść i zniknę, zanim się obejrzysz. Ale jeśli… Znacząco zawiesił głos. Pchnął ją w kierunku kaloryfera i zapalił światło. Zmrużyła oczy pod wpływem nieoczekiwanego blasku, który zalał pokój. – Rozbieraj się – rzucił ostro. – Co?! – Sprawdzę, czy na pewno będziesz grzeczna. Cholera wie, gdzie masz to jeszcze poukrywane? – Mam dwie we włosach – potwierdziła drżącym głosem. – We włosach? – Wplótł palce w jedwabiste pasma i powoli przesuwał je, aż wydobył pozostałe wsuwki. Marianna zamarła, bo bardziej przypominało to pieszczotę niż cokolwiek innego. – Grzeczna dziewczynka. Gdzie jeszcze? – Nigdzie. Słowo! – Ech. Ściągaj piżamkę, będzie szybciej. – Nie! – Co za uparta!... – wymamrotał. Wiedziała, że nie odpuści. I chyba naprawdę nie zamierzał jej skrzywdzić? Gdyby było inaczej już nie miałaby palców u jednej z rąk. Nie sprawiał wrażenia osoby rzucającej słowa na wiatr. Może przeszkodziło mu w tym własne podniecenie? A może chłodna kalkulacja zysków i strat? – Skoro nie chcesz się rozebrać, zrobimy to inaczej. I cholera wie, jak to się skończy – dodał w zamyśleniu. Chwycił ją za szyję i unieruchomił przy ...