Technologia zmartwychwstania (I)
Data: 03.09.2023,
Kategorie:
Romantyczne
poliamoria,
science-fiction,
astrofizyka,
kosmologia,
Autor: XeeleeFirst
... przekonany, że o świcie w takich właśnie barach, w bełkotliwych rozmowach są proponowane rozwiązania dla najtrudniejszych problemów świata. Tyle tylko, że nikt nie rejestruje ‘owych bełkotliwych rozmów’ i stąd bierze się ów brak rozwiązań na plagę narkomanii, wojen plemiennych, na ogólną,
przeciętną nie szczęśliwość.
Popijałem drinka i patrzyłem na tańczące pary. Lubię patrzeć na tańczące pary. Dziewczyny są ubrane wtedy zawsze wystrzałowo. Na przykład, ta dziewczyna ma krótką, białą spódniczkę, ciemne, brązowe rajstopy i brązowy sweterek w kratkę. Przytula się do jakiegoś chłopaka, który jest znacznie od niej młodszy. O kurde! Przecież to jest Phoebe.
– Czy mogę się przysiąść? – usłyszałem nade mną głos. To była Jaycee. Teraz z bliska wyglądała fascynująco. Miała na sobie ciemno-zieloną minispódniczkę, do której ubrała szare rajstopy i szary, zrobiony z węzełków sweter.
– Ależ proszę! Usiądź tutaj obok mnie, moja siostro!
– Cieszę się – powiedziała Jaycee, siadając na sąsiednim foteliku.
Rajstopy na jej udach, jak się okazało, miały wplecioną błyszczącą nitkę.
– Wiesz coś mi tu nie gra! Ja jestem młodsza od ciebie o kilkanaście lat. Rozmawiałam przed chwilą z Phoebe. Zauważyłem, że ona ma wiele gestów, ruchów, jak to zakładanie rąk za głowę, w chwilach, kiedy trzeba intensywnie myśleć – bardzo podobnych do twoich ruchów. Potem zapytałam ją: „A ty jesteś skąd? Kim była twoja matka?”. Wiesz, co mi odpowiedziała? Powiedziała: Jestem córką Vivian, która ...
... będąc tu pierwszy raz na powierzchni tej planety, urodziła troje dzieci. Po czym dodała, iż jej matka Vivian wymusiła na ich ojcach nadanie swoim dzieciom imion: Noah, Bron i Phoebe. Matka Phoebe potem odleciała. To znaczy „udało jej się odlecieć”. Stara zdezelowana jednostka Transferu w Czasoprzestrzeni (TCP) czekała jednak na nią na orbicie geostacjonarnej. Wyobraź sobie, że ona przy pomocy tego archaicznego sprzętu doleciała na statek. To był cud! Ona przecież „pochodziła” z TIME-CRAFT-IV. Teoretycznie nie miała więc żadnych szans! Jednak musiała uciekać.
Rozmowę przerwał nam mężczyzna z redakcji „Pop-Art”. Młodzieniec zamierzał poprosić moją rozmówczynie do tańca. Zareagowałem więc szybko.
– Jaycee! Chodź! Może zatańczymy?
– Chętnie! Chodź!
Na parkiecie było tłoczno. Zapewne dlatego, że zaprzestano na moment odtwarzania muzyki „techno” i serwowano teraz spokojne, romantyczne melodie. Jakaś para obok nas przestała tańczyć. Dziewczyna stała przytulona do chłopaka, obejmowała go za szyję i całowała go namiętnie w usta. Była to chyba Geneviéve.
– Jeśli dobrze rozumiem, to nie jesteś więc moją siostrą!
– Nie wiem, w końcu jak to jest? Jeśli nie jestem córką Vivian, to jestem córką kogoś z TCP-1, który wysłał na Ziemię lądownik znacznie później. Może jestem córką Brendy Lynx?
– Nie, Ty jesteś córką Beatrice!
– Skąd wiesz?
– Przypuszczam tylko. Siedząc obok Phoebe na początku konferencji, zadałem jej krótkie pytanie: „Co to jest za zgromadzenie? Co tu się ...