1. Technologia zmartwychwstania (I)


    Data: 03.09.2023, Kategorie: Romantyczne poliamoria, science-fiction, astrofizyka, kosmologia, Autor: XeeleeFirst

    ... ważne! Ważne było to, że ja tę dziewczynę znam! Ostro zahamowałem. Wrzuciłem wsteczny bieg. Cofnąłem samochód o sto metrów i zacząłem przyglądać się uważnie dziewczynie, która przysłoniła twarz maską. Tak! Przecież to jest Jaycee McPeteren! Do diabła, ale jak przecież nie widziałem nigdy w życiu Jaycee McPeterem?!
    
    Wrzuciłem pierwszy bieg i ostro ruszyłem. To chyba to Valium! Zawsze mówię, że lepiej nie używać środków psychotropowych! Szosa łagodnymi zakolami prowadziła nadal na wschód w kierunku azjatyckich krajów. Wróciłem wkrótce do moich wspomnień z młodości. Przypomniałem sobie znów tę kawiarenkę w pobliżu pałacu cesarza Hadriana. Przypomniałem sobie owego pisarza Wilama Gibsona i książkę Quartermana, którą dostałem pocztą. Quarterman podał w swojej książce bardzo dobre określenie istoty Internetu. Napisał tam, że jest to: „sieć łącząca wiele innych sieci komputerowych, korzystających z protokołu TCP ... połączonych za pośrednictwem bram (gateways) i korzystających ze wspólnej przestrzeni adresowej”.
    
    Wiem, że na temat TCP mówiłem ponownie w roku 1991. Nocowałem wtedy wraz z Łucją nad jeziorem Bodeńskim. Nie wyspaliśmy się, gdyż zegar kościółka z naprzeciwka dzwonił co godzinę i budził nas, a szóstej wiele osób udawało się do pracy. Wiadomo! Szwajcaria! Przy śniadaniu Łucja odezwała się do przystojnych mężczyzn, którzy usiedli przy tym samym stoliku w hotelowej restauracji. Był to Ted Nelson, szef projektu „Xanadu”,
    
    który spotkał się tutaj potajemnie wręcz z ...
    ... wicedyrektorem CERN-u. Mówili o hypertekście, hipermediach oraz Pajęczynie Oplatającej Świat, zwanej przez nich WWW. Nawiązałem do TCP. Byli uprzejmi, ale uznali mnie za jakiegoś prowincjonalnego turystę, który zawraca im głowę rzeczami, które są ogólnie znane.
    
    To mi się często zresztą zdarza, że ktoś mnie bierze za prowincjonalnego głupka. Mam zły akcent we wszystkich językach obcych i złą intonację w języku ojczystym. Zła intonacja w języku ojczystym wynika zapewne ze strugania osoby „uporczywie przyjaznej w uporczywie nieprzyjaznym świecie”. Wtedy taki ktoś rzeczywiście wygląda chyba na durnia i bierze się go za prowincjonalnego głupka. Bardzo mi to pochlebia, gdyż znam swoją moc i dysonans mnie bawi. Wpadłem w świetny humor. Ich rozmowa o projekcie utworzenia „bardzo silnych narzędzi przeglądających World Wide Web” już mnie nie interesowała. Wykonałem misję, jaką zleciła mi mama. Teraz mogłem się już zająć, tym co mnie naprawdę interesuje, czyli sposobami na rezurekcję.
    
    Snując takie wspomnienia, dojechałem do Cubbyhole. Deszcz lał, ale jakaś starsza kobieta w kapturze przypominającym mi sceny z filmów o średniowiecznych mnichach zbliżyła się do samochodu. Zapytałem ją o pensjonat „Equinox”. Powiedziała:
    
    – Oj proszę Pana! To jest przecież na szczycie tej góry Equina. Musi pan jechać jeszcze serpentyną ostro pod górę, jakieś dziesięć kilometrów. „Equinox” to schronisko górskie. Dochodzi tam szosa. Mam nadzieję, że śnieg już stopniał.
    
    W górę jechałem cały czas na I i ...
«12...456...16»